cnn
przegląd artykułów internetowych: ONET.PL GAZETA.PL DZIENNIK.PL
niedziela, 10 grudnia 2006
Lepper: Sprawą zamachu stanu powinna się zająć ABW
jg, IAR
2006-12-10, ostatnia aktualizacja 2006-12-10 10:49

To był zamach stanu, który miał doprowadzić do tego, żeby nie ujawnić pewnych afer - powiedział na konferencji prasowej Andrzej Lepper. Szef Samoobrony zapowiedział też, że wyjaśnieniem afery powinna się zająć Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Partia złoży też pozew przeciw Anecie Krawczyk. Będzie też dążyć do zmiany prawa prasowego.

Zobacz powiekszenie
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Szef Samoobrony Andrzej Lepper
Andrzej Lepper uważa, że afera wywołana wokół polityków Samoobrony była próbą zamachu stanu. Lepper powiedział, że tezę tę potwierdza fakt, iż badania DNA wykazały, że poseł Samoobrony Stanisław Łyżwiński nie jest ojcem dziecka Anety Krawczyk.

"Ktoś się boi wyjaśnienia afer"

Według Leppera, zamach stanu miał polegać na tym, że media nagłośniły zarzuty wykorzystywania seksualnego, wysuwane wobec posłów Samobrony, aby doprowadzić do jej usunięcia z koalicji i upadku obecnego rządu. Za próbą zamachu stanu stały, zdaniem Leppera, środowiska i osoby, w tym czynni politycy, obawiający się ujawnienia afer z lat 90. Samoobrona złoży jutro do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego doniesienie w sprawie domniemanej próby zamachu stanu.

Wśród nadużyć, których ujawnienia mieli się obawiać sprawcy zamachu, Lepper wymienił sprawę firmy Bakoma, w którą miał być, jego zdaniem, zamieszany były poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Zbigniew Komorowski i Edward Mazur, podejrzany o zlecenie zabójstwa Marka Papały. Przywódca Samoobrony mówił też o sprawie Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, firmy Kama oraz o powierzeniu Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych wypłat emerytur z otwartych funduszy emerytalnych. Zdaniem Leppera, fundusze są temu przeciwne, gdyż straciłyby prowizje. Przywódca Samoobrony dodał, że środowiska próbujące dokonać zamachu stanu chciały także mieć wpływ na wybór nowego prezesa NBP. Jego zdaniem chodzi o zapobieżenie ujawnieniu nadużyć, w jakie miał być zamieszany bank centralny.

"Doszło do dna dziennikarskiego"

Lepper powiedział, że w ciągu dwóch tygodni w Samoobronie zapadną decyzje w związku ze skutkami afery. Oświadczył, że jest gotów poddać się badaniu DNA, aby ustalić, czy to nie on jest ojcem dziecka Anety Krawczyk. Dodał, że wszyscy politycy jego partii są do dyspozycji prokuratury.

Przywódca Samoobrony ostro zaatakował dziennikarzy, którym zarzucił podawanie kłamliwych informacji. - Czy ci dziennikarze mogą dziś spojrzeć w oczy młodym dziewczynom, które pracują w biurach Samoobrony - pytał. - Jeśli jest jakaś sprawa, to trzeba ją wyjaśnić i ukarać winnych, ale nie można oskarżać niewinnych ludzi. Doszło do dna dziennikarskiego.

Lepper zapowiedział skierowanie do sądu spraw przeciwko mediom, które publikowały takie materiały. Dodał, że jeśli sąd uzna, iż "Gazeta Wyborcza" podała nieprawdziwe informacje, to zgodnie z prawem prasowym jej wydawanie powinno zostać zawieszone.

Lepper opowiedział się za zaostrzeniem prawa prasowego. Zmiany miałyby polegać między innymi na przyspieszeniu postępowań w sprawach o podanie nieprawdziwych informacji i na wprowadzeniu obowiązku publikacji przez gazety sprostowań na pierwszej stronie. - Nie mamy nic przeciw ujawnianiu afer, ale za fałszywe oskarżenia trzeba odpowiadać - mówił Lepper.
Ojcostwo Łyżwińskiego wykluczone
asz, cheko, PAP
2006-12-09, ostatnia aktualizacja 2006-12-09 23:29

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania na zwołanej konferencji prasowej poinformował, że z wyników badań DNA posła Stanisława Łyżwińskiego wynika, że nie jest on ojcem najmłodszego dziecka Anety Krawczyk.

Zobacz powiekszenie
Fot. Radosław Jóźwiak / AG
Zawieszam działalność w partii - powiedział Stanisław Łyżwiński na konferencji prasowej w Łodzi

Informację tę podał wcześniej trzeci program telewizji polskiej. Potwierdził ją na swoich stronach internetowych tygodnik "Wprost".

Kopania potwierdził, że do Kancelarii Premiera oraz Prokuratury Krajowej wpłynęły już z Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi wyniki badań DNA, wykluczające ojcostwo posła Samoobrony.

Rzecznik dodał, że "tego typu badania dają niemal 100 proc. pewność i nie ma powodów, żeby je podważyć".

Kaczmarek: Wyniki mogą być znane wcześniej niż w poniedziałek

Jeszcze dzisiaj prokurator krajowy Janusz Kaczmarek mówił, że wyniki badań DNA posła Samoobrony Stanisława Łyżwińskiego "mogą być znane szybciej niż w poniedziałek".

Kaczmarek podkreślił jednak, że dopiero w poniedziałek informacja na ten temat będzie ogłoszona publicznie.

- Chcielibyśmy uniknąć jakiejkolwiek pomyłki i podać to do publicznej wiadomości na podstawie oryginalnego dokumentu, a nie na podstawie informacji otrzymanej przez telefon - zaznaczył.

Łuczak: Nie słyszałem, by ktoś w Samoobronie proponował pracę za seks

W sobotę prokuratura okręgowa w Łodzi przesłuchała kolejnego świadka, b. działacza Samoobrony, b. wicemarszałka województwa łódzkiego Zbigniewa Łuczaka.

Po wyjściu z prokuratury Łuczak powiedział dziennikarzom, że "nie słyszał, żeby ktoś w Samoobronie proponował pracę za seks".

Oprócz niego zeznania składały w sobotę jeszcze dwie osoby. "Planujemy przesłuchanie kobiety, co do której relacje medialne wskazywały, że może być kolejną pokrzywdzoną oraz członka jej rodziny" - powiedział rzecznik prokuratury okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Dodał, że w niedzielę prokuratura zamierza przesłuchać kolejnych świadków.

Przedwczesny poród skutkiem działań oksytocyny?

Rzecznik poinformował dziennikarzy, że prokuratura okręgowa zleciła Zakładowi Medycyny Sądowej w Łodzi, opracowanie opinii, której "zadaniem będzie udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy przedwczesny poród dziecka Anety K. był skutkiem działań oksytocyny, a także, czy ewentualne zastosowanie tego środka mogło mieć wpływ na stan zdrowia dziecka".

"Gazeta Wyborcza" ujawniła w poniedziałek sprawę Anety Krawczyk. Była radna Samoobrony w łódzkim sejmiku i była dyrektorka biura poselskiego Łyżwińskiego twierdzi, że pracę w partii miała dostać w zamian za usługi seksualne świadczone Łyżwińskiemu i szefowi Samoobrony Andrzejowi Lepperowi.

Krawczyk twierdziła, że Łyżwiński jest ojcem jej 3,5-letniej córki. Łyżwiński temu zaprzeczał. Sprawę miały wyjaśnić badania DNA, którym poseł Samoobrony poddał się w piątek. W zakładzie medycyny sądowej pobrano również próbkę materiału genetycznego od najmłodszej 3,5- letniej córki Krawczyk.

Krawczyk powiedziała, że gdy była w ciąży, asystent Łyżwińskiego, radny sejmiku województwa łódzkiego Jacek Popecki - z zawodu technik weterynarii - miał jej "aplikować różne środki farmakologiczne", w tym oksytocynę przeznaczoną dla zwierząt, by wywołać skurcze porodowe. Popecki wszystkiemu zaprzecza.
wtorek, 05 grudnia 2006
Aneta K.: Łyżwiński jest ojcem mojej trzyletniej córki
Marcin Kącki, PAP
2006-12-05, ostatnia aktualizacja 2006-12-05 10:33

Aneta K. oświadczyła wczoraj, że poseł Łyżwiński z Samoobrony jest ojcem jej trzyletniej córki. W piątek złożyła pozew o alimenty. Sprawą "pracy za seks" w Samoobronie zajęła się wczoraj prokuratura

Zobacz powiekszenie
FOT. Wojciech Matusik / AG
Stanisław Łyżwiński podczas konferencji Samoobrony
We wtorek rano Jarosław Kaczyński w radiowych "Sygnałach Dnia" powiedział, że jeśli prokuratura postawi zarzuty, to nie wyobraża sobie dalszej współpracy z osobami, które "dopuściły się takich czynów".

"Jeżeli prokurator uzna, że jest podstawa do postawienia zarzutów, to wtedy sprawa, z mojego punktu widzenia, jest jasna" - podkreślił szef rządu we wtorek w "Sygnałach Dnia".

"Oczywiście zawszę mogę powiedzieć, że jeśli wyrok ostatecznie będzie uniewinniający, no to można wtedy wrócić, ale w takiej sytuacji nie widziałbym możliwości współpracy" - zaznaczył premier.

Seksafera w Samoobronie

Wczoraj w artykule "Seks za pracę w Samoobronie" opisaliśmy dramatyczne wyznania kilku kobiet, które uzyskały pracę w Samoobronie w zamian za usługi seksualne. Jedna z nich - Aneta K., była radna Samoobrony i szefowa biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego - oskarżyła łódzkiego posła o systematyczne molestowanie seksualne. Opowiedziała też, jak dwukrotnie spędziła noc z przewodniczącym Samoobrony Andrzejem Lepperem, który ściągał ją do swego pokoju w hotelu poselskim. Trzy inne kobiety wskazały na Łyżwińskiego jako sprawcę molestowania.

Od rana działacze Samoobrony zaprzeczali tym informacjom. Sam Lepper uznał, że to "spisek na trwanie koalicji". I zapewniał, a nawet "przysięgał na Boga", że nie miał nigdy związków seksualnych z Anetą K. Ale od Łyżwińskiego się zdystansował: - Ja z nim nie mieszkam.

Łyżwiński jest nieuchwytny. Głos zabrała jednak żona, która bagatelizowała podejrzenia o molestowanie: - To znaczy, że chłopy jeszcze mogą - skwitowała Wanda Łyżwińska.

Lepper bronił reputacji Samoobrony, atakując Anetę K. Co z niej za autorytet - pytał, skoro "ma troje dzieci, każde z kimś innym". Po tych słowach kobieta postanowiła ujawnić informacje, o których "Gazeta" wiedziała już wcześniej, ale na jej prośbę ich nie publikowaliśmy. Aneta powiedziała wczoraj publicznie, że ojcem jej trzeciego dziecka, dziś trzyletniej córki, jest właśnie Łyżwiński.

Łyżwiński ojcem dziecka molestowanej kobiety?

W zeszłym tygodniu kobieta złożyła pozew alimentacyjny przeciwko posłowi Łyżwińskiemu. Domaga się, by uznał swe ojcostwo i zaczął płacić alimenty. Twierdzi, że przedstawi świadków na swoją wersję zdarzeń. A gdyby to nie wystarczyło, domaga się badań genetycznych, które potwierdziłyby, że poseł jest ojcem.

Opozycja zażądała wczoraj dymisji Leppera. Premier Jarosław Kaczyński wezwał prokuratura krajowego, czego efektem było wszczęcie śledztwa. Prokuratura wybrała artykuł kodeksu karnego o "przyjęciu przez osobę pełniącą funkcję publiczną korzyści majątkowej lub osobistej". Kobiety zostały zatem potraktowane jako dające seks, tak jak się daje łapówkę. To mogłoby grozić pociągnięciem także molestowanych kobiet do odpowiedzialności.

Aneta K. przesłuchana w prokuraturze

Janusz Kaczmarek, prokurator krajowy, w rozmowie z "Gazetą" sugerował, że takiego niebezpieczeństwa nie ma, i tłumaczy, że wybrano przepis o przyjęciu korzyści, bo tylko on pozwala zadziałać błyskawicznie - z urzędu, bez składania doniesień przez pokrzywdzone osoby.

- Dlatego od razu przesłuchaliśmy Anetę K. I traktujemy to poważnie, bo domniemane zachowania polityków zagrożone są karą ośmiu lat więzienia - mówi Kaczmarek.

W naszym wczorajszym tekście Aneta K. zapowiadała, że wyjeżdża z Polski, ale okazuje się, że chciała się w ten sposób tylko "ukryć przed mediami".

Wczoraj po godzinie 21 zakończyło się przesłuchanie Anety K. w związku z rzekomym wykorzystywaniem seksualnym kobiet przez liderów Samoobrony Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego, w zamian za pracę w biurach poselskich partii.

Dziennikarzom nie udało się porozmawiać z Anetą K., która opuściła budynek w towarzystwie prokuratorów.

Wcześniej rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania powiedział, że prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie żądania oraz przyjmowania korzyści osobistych o charakterze seksualnym przez osobę pełniącą funkcję publiczną i uzależnienie od nich zatrudnienia w biurze poselskim. Zaznaczył, że grozi za to kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Wiemy, że Aneta K. potwierdziła swoją relację o molestowaniu przez Łyżwińskiego i Leppera. Poprosiła również o ochronę, bo czuje się zagrożona. Wiemy, że prokuratura rozważa, czy ją przyznać.

Kaczmarek powiedział też "Gazecie", że "jest inna sprawa kryminalna, gdzie pojawia się postać pana Łyżwińskiego". Ale nie chciał podać żadnych szczegółów.

Premier: Jeśli zarzuty się potwierdzą, nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z Lepperem

Wieczorem doszło do spotkania premiera z Andrzejem Lepperem.

We wtorek rano Jarosław Kaczyński w radiowych "Sygnałach Dnia" powiedział, że gdyby oskarżenia pod adresem wicepremiera Leppera się potwierdziły, to nie wyobraża sobie dalszej współpracy z nim. Premier zastrzegł jednak, że na razie jest za wcześnie, by rozstrzygać o czyjejkolwiek winie.

Łyżwiński - człowiek wielu kłopotów

asz, mar, kid
2006-12-05, ostatnia aktualizacja 2006-12-05 18:08

Stanisław Łyżwiński stał się bohaterem najgłośniejszego skandalu ostatnich miesięcy. "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że poseł Samoobrony skłaniał pracownice do świadczenia usług seksualnych. To najświeższe z długiej listy oskarżeń i wyroków, jakie na swoim koncie ma poseł Samoobrony.

W poniedziałkowej "Gazecie", w artykule "Praca za seks w Samoobronie", Aneta K., była radna Samoobrony w łódzkim sejmiku i b. dyrektorka biura poselskiego Stanisława Łyżwińskiego, ujawniła, że w zamian za usługi seksualne dla Andrzeja Leppera i Łyżwińskiego dostała pracę w partii. To nie pierwszy skandal związany z łódzkim szefem Samoobrony. Łyżwiński, prawa ręka Leppera, już wcześniej był bohaterem prasowych doniesień o aferach związanych z łamaniem prawa. Niejednokrotnie rozpoczynano przeciwko niemu postępowanie sądowe. Część skandali dotyczyła żony posła, Wandy Łyżwińskiej, także posłanki Samoobrony.

Pożar domu Łyżwińskiego: zemsta wierzycieli?

O małżeństwie Łyżwińskich zaczęło być głośno w 2000 r. Wówczas w ich domu w Hucie Skaryszewskiej nocował Andrzej Lepper. Nad ranem wybuchł pożar. Budynek spłonął razem z trzema samochodami Łyżwińskich, a Lepper stwierdził, że był to zamach na jego życie.

Policja miała inną koncepcję: według funkcjonariuszy podpalenie miało związek z milionowymi długami Łyżwińskiego. Wierzyciele mogli w ten sposób wymuszać spłatę należności. Sam poseł tę możliwość wykluczył. Małżonkowie opuścili zrujnowany dom i tymczasowo zamieszkali w biurze firmy Skarpol, której byli właścicielami.

Firma Skarpol i problemy ze skupem zboża

Niebawem do urzędu powiatowego wpłynęło sygnowane przez Łyżwińskiego pismo dotyczące interwencyjnego skupowania zboża. Rolnicy zażądali w nim otworzenia większej liczby punktów skupu. W przeciwnym razie zagrozili blokadami dróg i urzędów. W piśmie wskazano firmę, która powinna zająć się organizacją punktów. Była to firma Skarpol.

Starosta "dla świętego spokoju" polecił Skarpol Agencji Rynku Rolnego. Firma Łyżwińskiego podpisała umowę na skup 3 tys. ton zboża. Do transakcji jednak nie doszło. ARR zgodziła się dać Skarpolowi pożyczkę, ale tylko pod zastaw należących do firmy budynków. To nie spodobało się Łyżwińskimu. Działacz Samoobrony zarządził blokady dróg.

Współpraca z SB: Podpisałem lojalkę i zwrócili mi dowód

Kiedy startował w wyborach do Sejmu w 2001 r. Łyżwiński przyznał się, że był "świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa". Pytany o szczegóły tłumaczył, że był zarejestrowany, ale dla SB nic nie robił.

- Na granicy podejrzewali mnie o przemyt. To była jakaś bzdura, wiozłem prezent dla koleżanki. Zabrali mi dowód osobisty i nie chcieli oddać. Podpisałem zgodę na współpracę i mi go zwrócili - opowiadał w lipcu 2002 r. "Gazecie Polskiej". Przed tymi wyborami do współpracy już się nie przyznał.

Skazany za oszustwa podatkowe

Razem z żoną Wandą - również posłanką - został prawomocnie skazany za nieprawidłowe rozliczenie podatków w 1998 r. Długu spłacić nie chciał - stąd kolejny proces o uniemożliwianie komornikowi egzekucji długu. Ostatecznie w 2004 r. sąd uniewinnił go od zarzutu udaremnienia egzekucji komorniczej należących do niego trzech pojazdów. Proces ten ruszył w grudniu 2002 roku, po dziesięciu próbach jego rozpoczęcia.

Wcześniej nie mógł się rozpocząć, bo poseł lub jego adwokat nie stawiali się w sądzie. Łyżwiński usprawiedliwiał się m.in. pracami sejmowymi. Sąd zwrócił się nawet do prezydium Sejmu o pozbawienie go immunitetu.

Łamanie prawa przy organizacji kampanii

Byli działacze Samoobrony zarzucali liderom partii "przekręty" przy finansowaniu i organizacji kampanii wyborczych. Dotyczyło to także Łyżwińskiego: w jednym z kwietniowych wydań "Teraz My" w TVN rolnik Edward Eliasiewicz, powiedział, że Łyżwiński chciał od niego 40 tys. zł za drugie miejsce na liście w Piotrkowie w wyborach w 2001 r.

Eliasiewicz twierdził, że zapłacił "do ręki", ale Łyżwiński nie dotrzymał umowy - wstawił go na czwarte miejsce.

Inny gość Sekielskiego i Morozowskiego - Waldemar Borczyk, były poseł Samoobrony opowiedział, jak Łyżwiński wymagał od niego, by do europarlamentu wyszukiwał bogatych kandydatów na listy Samoobrony. I że kiedy odmówił, przestał być szefem rady wojewódzkiej.

A na pierwszym miejscu listy znalazł się biznesmen Bogdan Golik (bohater skandalu ze zgwałceniem prostytutki w Brukseli).

Łyżwiński zaprzeczał zarzutom.

Inne problemy z prawem i komisją etyki

W zeszłej kadencji dwukrotnie karała go sejmowa komisja etyki. W tej kadencji również przysparza jej pracy.

Wiosną prokuratura zainteresowała się tym, jak państwo Łyżwińscy wydają pieniądze kancelarii Sejmu.

Choć oficjalnie nie mają żadnego auta, na podstawie oświadczeń posłów dostali z kancelarii 240 tys. zł na paliwo. I przekroczyli przysługujący im limit o 9 tys. zł.

Śledztwo umorzono, bo Łyżwiński spłacił różnicę w trzech ratach. Przed miesiącem prokuraturę znowu zainteresował ich majątek.

"Rzeczpospolita" ustaliła, że w oświadczeniach majątkowych Łyżwińscy przyznają się do 510 tys. zł kredytu, ale ich prawdziwe długi to co najmniej 3,5 mln zł.

- Ja lubię komorników. Nie chcą mi nic zabrać - mówił Łyżwiński "Rzeczpospolitej".

Jednak mimo że radomski komornik zapowiedział wierzycielom, że długów nie da się ściągnąć i trzeba umorzyć postępowanie, Łyżwińscy jeżdżą drogimi autami i inwestują w leśniczówkę należącą do ich syna Błażeja. Drugi syn, Cezary, był liderem listy Samoobrony do sejmiku wojewódzkiego i od kilku tygodni jest radnym.

Jesteśmy przykładem dla młodzieży

- Drodzy państwo, odpowiedzialność za wychowanie młodzieży spoczywa - chyba mamy tę świadomość - na nas wszystkich, nawet na siedzących w tej sali - mówił Łyżwiński w trakcie debaty sejmowej nad wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra edukacji Romana Giertycha, ósmego września.
Sex afera
Monday, 4 December 2006, 20:20 GMT
   
Polish deputy PM faces sex claims
Andrzej Lepper
Mr Lepper has said he is the victim of a smear campaign
Polish prosecutors are investigating claims that Deputy Prime Minister Andrzej Lepper employed a woman on condition that she had sex with him.

A former local councillor for Mr Lepper's Self Defence party made the claim in the Gazeta Wyborcza paper.

Mr Lepper denies he had sex with the woman and says her claim is "insane".

The BBC's Adam Easton says the scandal will embarrass Polish PM Jaroslaw Kaczynski, elected last year promising a "moral revolution".

Mr Lepper is Poland's agriculture minister as well as one of four deputy prime ministers.

His party briefly left the governing coalition earlier this year after Prime Minister Kaczynski accused it of "squabbling".

Its re-admittance in October enabled Mr Kaczynski's Law and Justice party to avoid calling an early election.

'Smear campaign'

A spokesman for Janusz Kaczmarek, Poland's chief prosecutor, said an investigation had been opened into alleged sexual abuse.

The charge carries a maximum prison term of eight years.

Gazeta Wyborcza, one of Poland's leading daily newspapers, published the claims against Mr Lepper on its front page on Monday.

According to the paper, Mr Lepper invited the woman to a hotel room in the Polish parliament complex five years ago, after she was promised a job in a regional party office.

The woman says Mr Lepper made it clear the job was hers if she agreed to have sex with him.

She says she accepted the offer because, as the single mother of two children, she needed the money.

The woman says she was also required to have sex with a local party official, and other female employees also faced harassment.

Mr Lepper has denied the claims and says he is the victim of a campaign to discredit him and the governing coalition.

"I had no sexual relations with this woman. I want this to be clarified immediately by prosecutors," he said.

Praca za seks cz. 1
Marcin Kącki
2006-12-05, ostatnia aktualizacja 2006-12-01 19:01

- Pracowałam w Samoobronie w zamian za usługi seksualne dla przewodniczącego Leppera i posła Łyżwińskiego - ujawnia Aneta K., była radna Samoobrony w łódzkim sejmiku i dyrektorka biura posła Łyżwińskiego

Przypadek Anety K. nie jest jedyny. Znaleźliśmy również trzy inne byłe działaczki, które potwierdzają: miałyśmy propozycje seksualne, które były przepustką do pracy w partii. Jedna z kobiet wyemigrowała: - Po tym, co widziałam w Samoobronie, nie chcę już żyć w Polsce.

Zanim Aneta K. zgodziła się na publikację tej rozmowy, zaprosiła do domu najbliższą rodzinę. Przez pięć lat była ich dumą, bo jako skromna 33-letnia krawcowa błyskawicznie pięła się po szczeblach politycznej kariery. Teraz matka i brat usłyszeli, że sukces osiągnęła przez seks z jednym z najważniejszych polityków w kraju. Aneta nie chciała, by rodzina dowiedziała się o tym z "Gazety".

Po rozmowie z rodziną miała też wątpliwości, czy ujawnić swoją tajemnicę. Boi się reakcji środowiska, boi się, że jej dzieci będą wytykane palcami. W końcu zadzwoniła: - Publikujcie. Niech to się skończy.

Załatw mi dziewczynę

Sygnał, że młode działaczki Samoobrony są wykorzystywane seksualnie, dostaliśmy dwa miesiące temu. Powiadomił nas były radny tej partii. Jako trop wskazał biuro posła Łyżwińskiego w Tomaszowie Mazowieckim. W ten sposób dotarliśmy do Anety K.

- Jak trafiła pani do Samoobrony? - pytamy.

- Przez koleżankę, która pracowała w kampanii wyborczej Samoobrony do Sejmu w 2001 roku. Już po wyborach, jesienią tamtego roku, była u mnie w domu. Późno wieczorem na jej telefon komórkowy zadzwonił poseł Łyżwiński. Chciał wysłać po nią samochód z Warszawy. Chciał, żeby przyjechała do niego do hotelu poselskiego.

- Po co?
- W celach seksualnych.
- Czy ona była jego pracownicą?
- Była dyrektorem jego biura poselskiego w Tomaszowie Mazowieckim.
- Zgodziła się pojechać?
- Nie. Więc poseł kazał jej załatwić inną dziewczynę do towarzystwa.
- Załatwiła?

- Poseł zadzwonił znów po kilkunastu minutach. Koleżanka oddała mi telefon i ja rozmawiałam z Łyżwińskim.
- Pojechała pani?
- Niezupełnie. Łyżwiński powiedział, że następnego dnia będzie jechać z szefem do Tomaszowa. I może do mnie przyjechać.
- Z jakim szefem?
- Z Andrzejem Lepperem.

W 2001 roku Andrzej Lepper po raz pierwszy wprowadził Samoobronę do wielkiej polityki, 50-osobowy klub stał się trzecią siłą w Sejmie. Krótko po tych wyborach Lepper otrzymał od SLD fotel wicemarszałka. Ale stracił stanowisko już po miesiącu, gdy we Wrocławiu zablokował komorniczą licytację nielegalnego targowiska. I jeszcze jesienią 2001 roku szef Samoobrony z mównicy sejmowej oskarżył polityków z lewa i prawa o korupcję, wywołując ogólną konsternację. Sąd uznał, że były to kłamstwa, a Lepper zrzucił winę na swojego informatora Bogdana G., który dzisiaj siedzi w areszcie za drobne kradzieże. G. wsławił się również jako świadek lądowania talibów w Klewkach.

Najbliższymi współpracownikami Leppera byli wtedy mało znani działacze: Janusz Maksymiuk, Krzysztof Filipek (obecnie sekretarz stanu) i Stanisław Łyżwiński.

Przewodniczący kazał mi iść pod prysznic

- I co, nazajutrz przyjechali Łyżwiński z Lepperem? - dopytujemy.
- Tak. Łyżwiński zadzwonił i powiedział, że czekają na mnie w restauracji Zameczek w Radomsku. Poszłam na spotkanie. Przy stoliku siedział Lepper i Łyżwiński.
- Po co tam pani poszła?
- Bo szukałam pracy. Dzień wcześniej Łyżwiński sugerował przez telefon, że mogę liczyć na pracę.
- A co z seksem?
- W rozmowie telefonicznej mi tego nie powiedział.
- A o czym rozmawialiście w hotelu?
- O wszystkim. Ale seksu mi jeszcze nie sugerowali. Lepper rozmawiał z Łyżwińskim o polityce, sytuacji w kraju, kogoś też obgadywali.
- Jak się skończyła ta rozmowa?
- Zaproponowali, abym wsiadła do samochodu i pojechała z nimi na spotkanie z wyborcami gdzieś w woj. łódzkim. Potem powiedzieli, abym pojechała z nimi do Warszawy. Zadzwoniłam do mamy, poprosiłam, by zaopiekowała się dwójką moich dzieci, bo mam pilną sprawę. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad w okolicach Skierniewic, a wieczorem dojechaliśmy do hotelu poselskiego.

- Czyim samochodem wtedy jechaliście?
- To była służbowa lancia, którą do dyspozycji miał przewodniczący klubu Andrzej Lepper. Sejmowa lancia.
- O czym rozmawialiście w samochodzie?
- Też o różnych sprawach. Panowie rozmawiali przez telefon, były żarty.
- A gdy dojechaliście do hotelu sejmowego, co się tam działo?
- Poszłam do pokoju z Andrzejem Lepperem, a po chwili przyszedł Łyżwiński. Był alkohol. Pili około pół godziny.
- Wiedziała już pani, w jakim celu tam pojechała?
- Oczywiście, domyślałam się. Wiedziałam, że to nie jest wycieczka krajoznawcza.

- Gdy zostaliście już sami, to co mówił Andrzej Lepper?
- Obiecywał. Miałam dostać pracę w biurze poselskim, jeśli się z nim prześpię.
- Powiedział to wprost?
- Tak. Praca za seks.
- Zgodziła się pani?

- Przewodniczący kazał mi iść pod prysznic. Siedziałam tam pół godziny i myślałam, co mam zrobić. Nie umyłam się i wróciłam do pokoju. Doszło do zbliżenia. Spędziliśmy w jego pokoju całą noc. Rano powiedziałam, że muszę wracać do domu. Wymyśliłam jakiś pretekst. I przewodniczący wezwał kierowcę, który odwiózł mnie do Radomska.

- Tym samym autem?
- Tak. Lancią.
- I to był początek pani kariery w Samoobronie?
- Dwa dni później zostałam wicedyrektorem biura poselskiego Łyżwińskiego w Tomaszowie Mazowieckim.

Prezydium Sejmu we wrześniu 2001 roku uchwaliło, że każdemu szefowi klubu parlamentarnego, który liczy ponad 50 posłów, należy się służbowe auto z kierowcą. Na wyłączność i do dyspozycji przez całą dobę.

Posłowie dostają co miesiąc ok. 8 tys. zł na wynajęcie, wyposażenie i opłacenie biura poselskiego. Mogą w nim zatrudnić dowolne osoby.

Potem musiałam spać z Łyżwińskim

- Czy po otrzymaniu pracy w biurze seks się skończył?
- Nie. Aby utrzymać tę pracę, też musiałam spać, ale teraz z posłem Łyżwińskim. Do zbliżeń dochodziło, gdy przyjeżdżał co tydzień na dyżur poselski.
- Gdzie to się odbywało?
- Najczęściej w biurze.
- A gdyby pani odmówiła?

- Próbowałam. Gdy stawiałam opór, groził, że na moje miejsce są setki innych dziewczyn. Ja miałam dwójkę dzieci na utrzymaniu, a mąż się nami nie interesował. Mieszkałam w małym pokoiku u mamy. Chciałam normalnie żyć, wyrwać się z małego miasteczka, pracować. Środki na utrzymanie miałam żenujące, ciągle na jakiejś jałmużnie. Nie chciałam w sklepie odmawiać dziecku, gdy chciało jogurt. Dlatego uległam posłowi.

- Czyli warunkiem pracy był seks?

- Tak. W końcu nie mogłam na siebie patrzeć. Czułam się brudna. Gdy Łyżwiński miał przyjechać do biura, wymyślałam innym pracownikom biura jakieś obowiązki. Nie chciałam być w biurze sama. Liczyłam, że przy świadkach nie odważy się mnie dotykać.

- I nie dotykał?
- Różnie było.
- Ile zarabiała pani w biurze?
- Około 1,2 tys. złotych na rękę.
- Był jakiś awans?
- Półtora miesiąca później zostałam dyrektorem tego biura. Bo koleżanka, która zajmowała to stanowisko, trafiła do innej pracy.

- Koleżanka, która nie chciała spać z Łyżwińskim?
- Tak. Ta sama.

Nie chcę już żyć w Polsce

Koleżanka nie pracuje już w Samoobronie. Wyjechała do pracy do Anglii. Udało nam się do niej dodzwonić. Ma męża. Prosi, by nie ujawniać jej nazwiska.

- Była pani molestowana przez posła Łyżwińskiego? - zapytaliśmy.
- Potwierdzam to, co mówi Aneta. Była propozycja od posła.
- Pracowała pani wtedy dla niego?
- Tak. Ale to Aneta się z nim spotkała. Ona była zdesperowana, bo miała dramatyczną sytuację finansową.
- Zamierza pani wrócić do Polski?
- Nie, nie chcę już żyć w Polsce.

Seksualny trójkąt z posłem

O naszym śledztwie dowiadywali się kolejni działacze partii w Łódzkiem. Jadwiga Wójcik, była radna Samoobrony z Piotrkowa Trybunalskiego, potwierdziła: - Miałam sygnały o wykorzystywaniu dziewczyn przez posła Łyżwińskiego. Jedną z nich była młoda dziewczyna, która zerwała po tym swoje związki z partią.

Podobna jest opinia byłej posłanki Samoobrony z Łodzi Haliny Molki (obecnie w Ruchu Ludowo-Narodowym): - Dobrze, że ta sprawa w końcu wyjdzie na światło. Nie miałam nigdy dowodów na zachowanie Łyżwińskiego, ale znam relacje o jego molestowaniu.

24-letnia Dominika cztery lata temu działała w młodzieżówce Samoobrony w Tomaszowie Mazowieckim. Zapytaliśmy: - Pracowała pani u posła Łyżwińskiego?

Dominika: - Nie! Zrezygnowałam z tej oferty po tym, co od niego usłyszałam.

- Co pani powiedział?
- Żebym się przyłączyła do niego i jeszcze jednej pracownicy.
- W jakim celu?
- Trójkąta seksualnego.
- Gdzie to się wydarzyło?

- W Warszawie. Pojechałam tam z posłem i tą jego pracownicą z tomaszowskiego biura. Miałam podpisać umowę o pracę w jego biurze.

- Jak się nazywa ta pracownica?
- Nie pamiętam, ale ona musiała spać z Łyżwińskim.
- Skąd pani wie?
- Bo sama mi mówiła, że bez seksu z Łyżwińskim nie będzie pracy.
- Jak to się skończyło?
- Byłam w szoku, byłam zdruzgotana. Wróciłam natychmiast do domu i zerwałam wszelkie kontakty z Samoobroną.


Praca za seks cz. 2
Dwie siostry i dwaj posłowie

Zapytaliśmy Anetę K., czy to ona była tą pracownicą, o której mówi Dominika.

- To ja.
- Nie ostrzegła jej pani?

- Wręcz przeciwnie. Łyżwiński kazał mi wtedy znaleźć dziewczynę do seksu. Wskazałam na Dominikę, która pracowała w biurze na czarno. Chciała etat, a ja czułam się jak stręczycielka. Jezu, jak dobrze, że ona się nie zgodziła. Pamiętam, że była zdruzgotana po propozycji posła. Zupełnie inaczej niż moja następczyni w biurze. Zastąpiła mnie w usługach seksualnych dla posła.

- Skąd pani to wie?

- Bo byłam świadkiem. Ta dziewczyna przyszła do biura ze swoją siostrą jakieś trzy lata temu. W biurze był wtedy również poseł Waldemar Borczyk. Dziewczyny miały obiecaną pracę w Samoobronie i jedna poszła do pokoju z Borczykiem, a druga do innego z posłem Łyżwińskim. Wtedy zadzwonił telefon. Ktoś chciał pilnie z nim rozmawiać. Otworzyłam pokój i zobaczyłam go w zbliżeniu seksualnym z tą dziewczyną. Uciekła spłoszona. Ale kilka dni później została nieformalnym pracownikiem biura. A dyrektorem został Jacek Popecki, obecny asystent Łyżwińskiego. Obydwie siostry do dziś pracują w partii.

- Czy rozmawiała pani później z tą dziewczyną o tym, co się stało?
- Nie. One są bardzo lojalne wobec Łyżwińskiego.

Waldemar Borczyk był posłem Samoobrony minionej kadencji. Wyleciał z klubu w 2004 roku. Najpierw chciał pobić swoją asystentkę, a potem awanturował się z policją. Opisywały to łódzkie gazety.

Borczyk szarpał się z asystentką przed restauracją Okowita pod Tomaszowem Mazowieckim, a w jej obronie stanął łódzki radny Samoobrony Mariusz Strzępek. Interweniowała policja. Stanisław Łyżwiński tak wtedy komentował: - Najgorsze jest to, jak facet jest dorosły i nie wie, co ma zrobić z przyrodzeniem. Nie zamierzam jednak nikomu zaglądać do łóżka. Ale inna sprawa, dużo poważniejsza, to wykorzystywanie mandatu i immunitetu posła Samoobrony do prywatnych spraw. Jeśli prawdą jest to, że je naginał i ośmieszył naszą partię, to wyciągnę konsekwencje.

Kim była tajemnicza asystentka Borczyka? To właśnie jedna ze wspomnianych sióstr.

Kilka dni po szarpaninie Borczyk jechał swoim autem do Warszawy. Zatrzymał go patrol policji, wyczuli od niego alkohol. Zasłaniając się immunitetem, Borczyk nie pozwolił się zbadać. Wtedy wyleciał z Samoobrony.

Borczyk nie chciał tego komentować, stwierdził, że o niczym nie wie.

Odnaleźliśmy obie siostry. Pierwsza stwierdziła, że nie ma zgody Łyżwińskiego na rozmowy z dziennikarzami. Druga skwitowała: - To chyba jakieś żarty.

Mam przyjechać, bo szef ma ochotę

- Czy po awansie na dyrektora nadal musiała pani sypiać z posłem Łyżwińskim?
- Tak, choć coraz rzadziej.
- Ale to był dopiero początek pani kariery w partii.
- No tak. W wyborach samorządowych w 2002 roku poseł wstawił mnie na pierwsze miejsce listy wyborczej Samoobrony do sejmiku woj. łódzkiego. Wygrałam i zostałam radną.
- Duży awans.
- Sama byłam zaskoczona. Nie mierzyłam tak wysoko. Chciałam tylko mieć pracę i utrzymać dzieci. I wtedy miałam. Moimi obowiązkami były prace biurowe i seks z posłem. Teraz awansowałam do sejmiku.

- Ile dostała pani głosów?

- Około 15 tysięcy.
- To popularna pani była.
- Myślę, że to raczej magia pierwszego miejsca na liście. Byłam radną, ale nadal zajmowałam się biurem. Do czasu, gdy poseł nie wypatrzył jednej z tych sióstr. Wtedy ona przejęła w większości moje obowiązki.

- Czy zna pani inne kobiety, które dostały lub miały dostać pracę w zamian za usługi seksualne?
- Tak. Jedna z dziewczyn była wysoką blondynką, która pomagała w biurze i czekała na etat. Poseł robił ku niej zaloty i była sytuacja, gdy obydwie pojechałyśmy do hotelu poselskiego w Warszawie. Piłyśmy alkohol z posłem. Ona była bardzo zamroczona, a poseł to wykorzystał i obmacywał ją, chcąc zaciągnąć do łóżka. Ale nie uległa. Bardzo to potem przeżyła, płakała. Etatu nie dostała. Druga to wspomniana Dominika.

- Czy współżyła pani z innymi posłami Samoobrony?
- Nie. Było jeszcze jedno zbliżenie z przewodniczącym Lepperem. To było kilka miesięcy po pierwszym spotkaniu, na początku 2002 roku. Byłam już dyrektorem biura i Łyżwiński zadzwonił z Warszawy, że mam przyjechać, bo szef ma ochotę.

- Szef?
- Andrzej Lepper. I przyjechała po mnie sejmowa lancia z kierowcą. Spędziłam noc z Lepperem i po wszystkim zostałam odwieziona przez kierowcę do domu.

- Dlaczego po tylu latach postanowiła pani o tym powiedzieć?
- Czuję rozgoryczenie. Czuję się wykorzystana. Oszukana.
- Ale startowała pani w obecnych wyborach. I znów do sejmiku.

- Tak, z drugiego miejsca na liście. I nie weszłam do rady. Próbowałam skontaktować się z posłem Łyżwińskim, ale zostałam już odsunięta na margines polityczny jako przegrana. Jestem bez środków do życia, ale mam zamiar znaleźć normalną pracę. Bez upokorzeń.

- A gdyby się pani dostała do sejmiku, to nadal by pani milczała?
- Nie wiem. Ale wiem, że mam dzieci i nie mam z czego żyć. Wiem, że to będzie odbierane jako zemsta, ale muszę to z siebie wyrzucić.
- Szefowie Samoobrony często pokazują się w towarzystwie młodych kobiet. Nie widać po nich przymusu.
- Bo wiem, że polityka kusi. Pieniądze kuszą. Ja jestem dzisiaj kobietą upokorzoną, a życie wystawiło mi rachunek.
- Ale robiła to pani świadomie. Ktoś może powiedzieć: robiła karierę w Samoobronie, teraz jest odstawiona na bok, więc się mści.
- Pięć lat temu byłam na zakręcie finansowym i mówiłam sobie: tysiące kobiet tak robi, ja zrobię to raz i wymażę z pamięci. Ale nie mogę.
- A co będzie, jeśli zadzwoni zaraz poseł Łyżwiński i powie: masz tu kasę, odszczekaj to, co powiedziałaś. Co pani zrobi?
- Nie wiem. Ale chcę powiedzieć młodym dziewczynom, aby unikały Samoobrony, bo zostaną skrzywdzone.

Lojalność według posła Łyżwińskiego

Okazuje się, że poseł nie ograniczył swoich podbojów do Łódzkiego, gdzie miał biuro. Od ponad roku jest także "pełniącym obowiązki" szefa małopolskiej Samoobrony. Dotarliśmy do byłej działaczki w tym regionie. - Kilkanaście miesięcy temu poseł Łyżwiński dał mi do zrozumienia, że jeśli chcę pracować w Samoobronie, to za seks - powiedziała nam, potwierdzając, że jest gotowa powtórzyć to przed sądem i prokuratorem.

- Zgodziła się pani?
- Proszę mi nie kazać na to odpowiadać. Pracę w partii dostałam i niech pan sam wyciągnie wnioski.
- Czy kobiety z pani otoczenia nie skarżyły się na Łyżwińskiego?
- On mówił, że ma dwie zasady lojalności. Kobieta, która z nim śpi, jest lojalna wobec niego. Kobieta, która pracuje bez seksu, jest lojalna tylko wobec partii. Zauważyłam też, że gdy w biurze pojawiał się "młody towar", to poseł zaczynał się taką interesować.

Dlaczego nikt nie protestował?
- Bo Łyżwiński jest jednym z najbliższych ludzi Leppera. Nikt nie wierzył, że można go tknąć, robiąc hałas o molestowanie seksualne.