cnn
przegląd artykułów internetowych: ONET.PL GAZETA.PL DZIENNIK.PL
czwartek, 30 sierpnia 2007
Mocne spadki spółek Ryszarda Krauzego
ask, maz, kar, PAP
2007-08-30, ostatnia aktualizacja 18 minut temu

Po podaniu wiadomości o możliwym zatrzymaniu Ryszarda Krauzego, spadają ceny akcji związanych z nim spółek. Najwięcej - o ponad 28 proc. spadły notowania Petrolinvestu. Inwestorzy sprzedają także akcje Prokomu i Biotonu. Według TVN24 w najgorszym momencie firmy Krauzego traciły dziś na wartości nawet 800 mln zł.

Zobacz powiekszenie
fot. Bartosz Bobkowski
Ryszard Krauze podczas debiutu swojej spółki na GPW
Akcje firm związanych z biznesmenem Ryszardem Krauze tracą w czwartek na wartości po informacjach mediów o możliwości zatrzymania biznesmena. Około godz. 14.20 na warszawskiej giełdzie Prokom Software tracił 8,67 proc. w stosunku do środowego zamknięcia, a Bioton - 11 proc. Najwięcej straciły akcje spółki Petrolinwest - 28,73 proc.

Właśnie portal "Rzeczpospolitej" podał informacje, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wydała postanowienie o zatrzymaniu szefa Prokomu Ryszarda Krauzego. Z kolei TVN24.pl informuje, że w domu Krauzego trwają już przeszukania. Prokurator krajowy Dariusz Barski początkowo "nie potwierdził, ani nie zaprzeczył" nieoficjalnym informacjom mediów, jakoby prokuratura nakazała zatrzymanie Ryszarda Krauzego. Później jednak potwierdził, że wydano postanowienie o przedstawieniu Krauzemu zarzutów.

Cena za związki z polityką

Rzecznik spółki Prokom Software Marek Zieleniewski odmówił w czwartek komentarza.

- Nie mamy podstaw do potwierdzenia tych informacji. Poza doniesieniami prasowymi, żadne formalne informacje do nas nie dotarły. Nie będą komentował doniesień prasowych - powiedział Zieleniewski.

Komentarzy udzielają za to analitycy finansowi.

Piotr Kuczyński, główny analityk firmy Xelion Doradcy Finansowi powiedział portalowi Gazeta.pl, że inwestorzy zadają sobie pytanie jak to się skończy.

- Nie tylko oni są teraz w niepewności, ale także pracownicy firmy i klienci. Na razie mówi się o zatrzymaniu, ale jeśli finałem będzie aresztowanie, to firmy pozostaną "bez głowy". Zarządy jego firm będą działać, ale przez pewien czas będzie to tylko techniczne zarządzanie - komentuje Piotr Kuczyński z Xeliona.

Zdaniem Kuczyńskiego Krauze płaci teraz pewną cenę za opieranie dużej części swoich interesów na kontraktach z instytucjami państwowymi.

- Nie wierzę w głosy, że to będzie polski Jukos. Z drugiej strony nie wiadomo jakie będą, ewentualne, zarzuty prokuratury. Jeśli okaże się, że są słabe i nie dotyczą jego działalności biznesowej, to być może inwestorzy zaczną je ignorować. Jeśli jednak będą mocne i udokumentowane, to firmy Ryszarda Krauzego na tym ucierpią.

Kursy akcji spółek Krauzego spadają, zgodnie ze starą zasadą: jeśli masz wątpliwości to sprzedawaj. - uważa Kuczyński.

Giełda reaguje na politykę

Z kolei według Tomasza Uścińskiego z X-Trade Brokers dzisiejsze wydarzenia dowodzą, że wbrew ostatnim komentarzom polityka ma jednak wpływ na giełdę. - Od dłuższego czasu wydawało się, że inwestorzy nie reagują na zawirowania na scenie politycznej. Dzisiejsze wydarzenia pokazały, że jest inaczej - mówi Uściński.

Zdaniem Uścińskiego pogłoski o aresztowaniu mogą znacznie zaszkodzić przedsięwzięciom Krauzego.

- Naturalnie od aresztowania do zarzutów droga daleka. Jednak dzisiejsze wydarzenia mogą stawiać pod znakiem zapytania projekty Ryszarda Krauzego takie jak pozyskiwanie ropy za wschodnią granicą - mówi.

Dzisiaj rano doszło do zatrzymania szefa innej dużej firmy PZU - Jaromira Netzla.
niedziela, 03 grudnia 2006
Polskie akcje wciąż drożeją
Andrzej Stec
2006-12-01, ostatnia aktualizacja 2006-12-01 20:26

Hossa na warszawskiej giełdzie, rynku walutowym i obligacjach. To efekt danych GUS o szybkim wzroście polskiej gospodarki.

Zobacz powiekszenie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie

Zmiany indeksu WIG
Zmiany indeksu WIG

Warszawska giełda biła w piątek kolejne historyczne rekordy. Najważniejszy indeks - WIG - zyskał 0,7 proc. i wyniósł 50,601 pkt.

Szaleństwo zakupów przeniosło się na rynek walutowy. - Złoty jest najmocniejszy wobec waluty amerykańskiej od stycznia 1997 r. - napisali w porannym komentarzu analitycy Pekao SA. Dolar przez moment kosztował na rynku międzybankowym zaledwie 2,85 zł, a euro - 3,79 zł. Z tańszego dolara cieszy się zwłaszcza polski rząd - wykupuje za setki milionów dolarów od zagranicznych inwestorów polskie obligacje dolarowe i mniej (w przeliczeniu na złote) musi za nie płacić.

Analitycy nie mają wątpliwości, że inwestorów wabi doskonała kondycja polskiej gospodarki. - W czwartek GUS podał dane o imponującym wzroście PKB w trzecim kwartale. Zamiast oczekiwanego 5,5 proc. polska gospodarka wzrosła o 5,8 proc., czyli najwięcej od początku 2004 r. - wyjaśniają specjaliści z Raiffeisen Bank Polska.

Analitycy banku zauważyli, że firmy znacząco zwiększyły nakłady na inwestycje, a Polacy nie szczędzą pieniędzy na konsumpcję. - Patrząc w przyszłość, nie widać większych zagrożeń dla utrzymania ok. 5-proc. wzrostu PKB - prognozują specjaliści.

Dobre piątkowe nastroje panowały też w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej - m.in. w Czechach, na Węgrzech czy na Słowacji (tu PKB poszybował w III kw. aż o 9,8 proc).

Co dalej? - Na razie nic nie zapowiada zmiany - przewidują analitycy Pekao SA. - Dopóki dolar słabnie na rynkach światowych, złoty dalej będzie rósł w siłę - dodają.

Ekspert Open Finance Emil Szweda jest też optymistą co do akcji. Przypomina jednak, że hossa trwa już przeszło trzy lata. - Nadchodzą dwa historycznie najlepsze miesiące dla giełdy. Grudzień to czas podciągania wycen przed końcem roku zwanym "rajdem św. Mikołaja", a w styczniu zwykle pojawia się na rynku nowy kapitał - twierdzi Szweda. - Ale nie ma żadnych gwarancji, że i tym razem będzie tak dobrze - dodaje jednak zachowawczo.
piątek, 03 listopada 2006
Czy Polsce grozi bankructwo?
Czy Polsce grozi bankructwo?
02.11.2006 14:28
 
Polska sprzedała w czwartek obligacje 10-letnie nominowane w jenach o wartości 25 mld jenów oraz 20-letnie o wartości 60 mld jenów - poinformowano w komunikacie.

Była to piąta emisja obligacji nominowanych w jenach przeprowadzona przez Polskę. Łącznie sprzedano papiery za 285 mld jenów.Oprocentowanie papierów 10-letnich w skali roku wynosi 2,06 proc., natomiast 20-letnich 2,62 proc. - napisano w komunikacie.

Długi rosną i będą rosły

 

Rośnie zadłużenie zagraniczne firm - o 1 mld euro z kwartału na kwartał. Niemal o tyle samo powiększyło się zadłużenie Polski.Po drugim kwartale tego roku przedsiębiorcy byli wini zagranicznym wierzycielom 49 495 mln euro. W I kwartale zadłużenie było niższe i wynosiło 48 433 mln euro. W górę poszedł także dług Polski. Zadłużenie zwiększyło się na koniec II kwartału 115 942 mln euro wobec 114.242 mln euro na koniec I kwartału.

Prognozy:

Zgodnie z szacunkami dług publiczny w 2006 r. ma wynieść 510,2 mld zł (49,2 proc. PKB), a w 2009 r. osiągnie 645 mld zł (51 proc. PKB)" - podało Centrum Informacyjne Rządu. Według strategii, w latach 2007-2009 tempo wzrostu długu w relacji do PKB będzie mniejsze. W 2007 r. relacja ta wyniesie 50,6 proc., a w następnych dwóch latach wyniesie odpowiednio 50,9 proc. i 51 proc.

Dług rośnie

Według danych BCC, w 2002 roku dług dewizowy Polski wyniósł 29 mld USD. W 2006 roku sięgnął 42 mld USD. Wartość polskich obligacji w portfelach zagranicznych instytucji finansowych, banków, i inwestorów indywidualnych wyniosła w obecnym roku 74 mld zł. 

poniedziałek, 23 października 2006
Jak walczyć o zwrot akcyzy?

Podatnicy mogą mieć problemy z odzyskaniem akcyzy nakładanej na samochody sprowadzane z UE. Urzędnicy celni mają już pomysł, jak weryfikować wnioski o zwrot pieniędzy, by podatnicy nie otrzymali zwrotu w ogóle lub by był on jedynie symboliczny.

Procedura weryfikacji wniosków, dokonywana na podstawie katalogów rzeczoznawców, pozwoli na wydawanie prawie wyłącznie decyzji odmownych. Potwierdzają to eksperci podatkowi. Ich zdaniem, taki scenariusz jest realny.

Czarny scenariusz

Jedna z izb celnych opracowała procedurę weryfikacji przez urzędników wniosków o zwrot akcyzy. Procedura ta znalazłaby zastosowanie po wydaniu przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości wyroku uznającego polskie przepisy dotyczące akcyzy nakładanej na auta sprowadzane z innych krajów Unii za niezgodne z prawem wspólnotowym. Opinię taką wydał już rzecznik generalny ETS.

Zaproponowana procedura spowodowałaby, że podatnicy albo nie odzyskaliby akcyzy w ogóle, albo też otrzymaliby zwrot symboliczny. Pisaliśmy o tym w "GP" z 11 października. To, co prawda, czarny scenariusz, ale nie bez wyjścia. Podatnicy będą bowiem mieli możliwość odwołania się od niekorzystnej decyzji organu celnego, odmawiającej prawa do zwrotu podatku.

Cena katalogowa podstawą odmowy

 

Z informacji przekazanych przez jednego z pracowników izby celnej, który prosił o zachowanie anonimowości, wynika, że pieniądze odzyskają nieliczni podatnicy. Powód to sposób weryfikacji wniosków. W jego efekcie zwroty będą albo małe, albo żadne.

Naczelnik urzędu celnego najpierw, w oparciu o katalogi rzeczoznawców, sprawdzi, ile kosztował taki sam samochód (marka/rocznik/pojemność silnika/przebieg) na giełdach samochodowych w Polsce w miesiącu, w którym został przywieziony do kraju (katalogi publikowane są co miesiąc).

Po ustaleniu, że samochód kosztował na giełdzie w Polsce np. 10 000 zł, naczelnik ustali wysokość akcyzy zawartej w jego cenie. Dla samochodów o pojemności do 2000 cm3 będzie to 3,1 proc., czyli 310 zł, dla większych - 13,6 proc., czyli 1360 zł.

Następnie naczelnik porówna akcyzę zapłaconą przy nabyciu wewnątrzwspólnotowym i wyda decyzję. Może w niej stwierdzić, że skoro rezydualny (krajowy) podatek zawarty w wartości porównywalnych samochodów używanych wynosi 310 zł, a podatnik zapłacił 300 zł akcyzy, zwrot mu nie przysługuje. Może też uznać, że skoro rezydualny podatek wynosi 310 zł, a podatnik zapłacił 320 zł akcyzy, do zwrotu kwalifikuje się zaledwie 10 zł plus odsetki. Jeśli podatnik kupił roczny lub dwuletni samochód, naczelnik nie będzie bawił się w żadne wyliczanki i od razu wyda decyzję stwierdzającą, że zwrot nie przysługuje. Warto podkreślić, że nie jest to oficjalna procedura weryfikacyjna, a tylko projekt opracowany przez jednego z celników.

Realną korzyść z tytułu zwrotu akcyzy odczują ci podatnicy, którzy sprowadzili samochody starsze niż dwuletnie i zadeklarowali wartość sprowadzanych aut na rzeczywistym poziomie, co wiązało się z dotkliwym obciążeniem podatkiem akcyzowym.

Procedura zgodna z prawem?

 

Na pierwszy rzut oka procedura przedstawiona przez organ celny wydaje się być realna. Jednak, jak podkreślają eksperci Accreo Taxand, zastosowanie wspomnianej metodologii do szacowania wysokości zwrotu podatku akcyzowego będzie sprzeczne z art. 82 ust. 3 ustawy o podatku akcyzowym (Dz.U. nr 29, poz. 257 z późn. zm.). Przepis ten wyraźnie przewiduje, że w przypadku wewnątrzwspólnotowego nabycia samochodu osobowego podstawą opodatkowania jest kwota, jaką nabywca zobowiązany jest zapłacić, czyli kwota określona przez strony w umowie.

Od decyzji można się odwołać

Jeśli podatnik otrzyma negatywną decyzję organu celnego, może się bronić. Może odwołać się od decyzji urzędu celnego do izby celnej. Ma na to 14 dni od dnia otrzymania decyzji z urzędu. Gdy odwołanie nie odniesie skutku, podatnik może pójść do sądu administracyjnego. Cała procedura odwoławcza wydłuży oczekiwanie na zwrot zapłaconej akcyzy, ale warto skorzystać z przysługujących podatnikowi praw i powalczyć o odzyskanie pieniędzy.

Ewa Matyszewska

OPINIE

Jarosław Antosik, partner Accreo Taxand:

Jeśli organy celne, określając kwoty zwrotu podatku akcyzowego, będą opierać się na cenach katalogowych i porównywać potencjalną wysokość zwrotu z rezydualnym podatkiem od samochodów krajowych, podatnicy już na pierwszym etapie postępowania powinni dołożyć starań, aby potwierdzić wysokość zadeklarowanej ceny samochodu. Organy celne, aby skutecznie zakwestionować rozliczenia podatnika, będą musiały przedstawić inne dowody, co nie będzie łatwe. Przy ich braku szacunkowa cena z katalogu może okazać się dla sądu niewystarczającym argumentem, gdyż często znacznie różni się od faktycznych cen transakcyjnych.

Łukasz Postrzech, konsultant Accreo Taxand:

Zamierzenia organów celnych dotyczące zminimalizowania kwoty zwrotów podatku akcyzowego poprzez przyjęcie za podstawę opodatkowania cen katalogowych nie mają wiele wspólnego z realizacją zasad postępowania podatkowego. Organy podatkowe powinny działać na podstawie przepisów prawa. W razie powzięcia wątpliwości co do zadeklarowanej przez podatnika wartości samochodu powinny zebrać wszelkie dostępne dowody i ustalić tę wartość zgodnie z art. 82 ust. 3 ustawy o podatku akcyzowym, a nie z wykorzystaniem innych, nieprzewidzianych przez prawo metod.

piątek, 20 października 2006
3 mln mieszkań za 29 lat


Premier Marcinkiewicz w podsumowaniu stu dni urzędowania do zasług zaliczył sobie nawet rekordowe wzrosty na warszawskiej giełdzie. Jego następca, Jarosław Kaczyński, świętował "studniówkę" nieco skromniej.

Nawet za skromnie. Można było się spodziewać, że Jarosław Kaczyński na podsumowanie stu dni urzędowania (dokładnie dziewięćdziesiąt dziewięć dni upłynęło od dnia kiedy otrzymał nominacje od prezydenta), odwoła się do danych o bardzo dobrej kondycji gospodarczej, przypomni o spadającym bezrobociu i wzroście zatrudnienia. Rzeczywiście wskaźniki makro mamy tak dobre, że jest się czym pochwalić. Gospodarka kręci się na naprawdę wysokich obrotach i wzrost PKB w tym roku może wynieść 5,5 proc. Sytuacja na rynku pracy poprawia się z każdym miesiącem i obecnie poziom bezrobocia jest najniższy od lat

Kotwica trzyma się pewnie

Premier nie wspomniał o danych makro ani słowem. Do sukcesów swojego rządu zaliczył utrzymanie kotwicy budżetowej, czyli nienaruszalnego deficytu budżetowego na poziomie 30 mld zł. Biorąc pod uwagę partnerów koalicyjnych, z jakimi przyszło mu rządzić, udana obrona państwowej kasy przed ich zakusami, to rzeczywiście jest osiągnięcie. Szkoda tylko, że rząd nie spróbował wykorzystać koniunktury do obniżenia dziury budżetowej.

Kolejny sukces tego rządu to, zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, zwiększona absorpcja funduszy unijnych, która od ubiegłego roku wrosła pięciokrotnie. Jak się okazuje sprawy unijne wyjątkowo mocno leża na sercu premierowi, który powiedział, że nieustannie myśli, jak lepiej wykorzystać pieniądze ze wspólnotowej kasy.

Więcej bierzemy z Unii

Jak troska szefa rządu przekłada się na praktykę? Prawdą jest, że do tej pory nie wykorzystaliśmy szansy, jaką są unijne fundusze. W ciągu dwóch lat udało nam się zagospodarować ok. 10 mld zł, a mieliśmy do wzięcia 12 mld euro. Na plus rządów PiS trzeba zaliczyć powołanie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, które koncentruje się głównie na właściwym i jak najlepszym wykorzystaniu należnych nam pieniędzy. Co też na razie całkiem nieźle mu wychodzi. Po pierwszym kwartale tego roku poziom absorpcji wynosił 10,95 proc., po drugim 15,69 proc., a na koniec sierpnia wyniósł 20,04 proc.

Na tym w zasadzie premier zakończył wyliczanie sukcesów rządu. Dodajmy zresztą, że jego wstąpienie były nadzwyczaj krótkie i w niczym nie przypominało bogatych obchodów stu dni urzędowania gabinetu Marcinkiewicza, kiedy w świetle kamer telewizyjnych ministrowie po kolei zdawali sprawę z frontu robót, które na każdym odcinku przebiegały ponoć znakomicie.

Gdzie te mieszkania?

Premier napomknął tylko o budownictwie mieszkaniowym, zapowiadając przyspieszenie po uchwaleniu ustawy o państwowym zasobie ziemskim, który będzie zarządzał gruntami należącymi do różnych agencji i PKP. O 3 mln mieszkań nie wspomniał ani słowa. Jarosław Kaczyński wyraźnie unikał tego tematu. Na pytanie dziennikarza, czy wspomniana ustawa przyspieszy budownictwo i co z ustawą o zagospodarowaniu przestrzennym, bo przy obecnym tempie (112 tys. mieszkań rocznie) 3 mln mieszkań postawimy za 29 lat, premier odpowiedział, że na razie trwają prace i przygotowania do wdrożenia odpowiednich uregulowań prawnych.

Na razie osiągnięcia rządu PiS w pobudzaniu budownictwa są bardzo mizerne. Przez cały rok nie udało się uchwalić nowej ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, co jest sprawą niezwykle pilna, gdyż to właśnie brak gruntów pod zabudowę ogranicza podaż nowych mieszkań.

Rząd nie opracował także definicji budownictwa społecznego, która pozwoliłaby utrzymać po 2007 r. obniżoną 7- procentową stawkę VAT na nowe mieszkania oraz na usługi budowlane. Zgodnie z Traktem Akcesyjnym Polska może stosować obniżoną stawkę VAT do końca 2007 r. Jednak jeśli wprowadzi definicję budownictwa społecznego, będzie mogła nadal stosować obniżoną stawkę.

Co z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej?

Kolejny przemilczany temat wywołany dopiero przez dziennikarzy dotyczył ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, która zakłada m.in. rejestrację firmy w "jednym okienku". Miała ona wejść w życie już od stycznia przyszłego roku, a póki co nie została nawet zaakceptowana przez rząd.

Jarosław Kaczyński przyznał, że są duże opóźnienia, wynikające z braku porozumienia między resortami finansów i spraw wewnętrznych. Ministerstwo Finansów obawia się, iż urzędy skarbowe nie są w stanie przyjąć nowych obowiązków, natomiast Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, które nadzoruje samorządy - "też uznaje, że samorządy nie są w stanie tego uczynić" - tłumaczył premier.

- Tego sporu jeszcze w tej chwili nie zdołałem rozstrzygnąć - powiedział.

Dodał, że jest też "spór personalny" związany z nowelizacją. Nie wyjaśnił, jakiego jest on rodzaju, ale wyraził nadzieję, że w ciągu kilku dni zostanie rozstrzygnięty.

ET

OPINIA:

Konfederacja Pracodawców Polskich surowo ocenia 100 pierwszych dni rządu Jarosława Kaczyńskiego ze względu na opóźnienia we wprowadzeniu najważniejszych dla przedsiębiorczości zmian prawa, jak ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, o planowaniu przestrzennym oraz definicji budownictwa społecznego.

"Miał to być rząd sprawny, czuły na problemy społeczne i życzliwy dla przedsiębiorczości. Tymczasem 100 pierwszych dni mija w atmosferze kryzysu politycznego, upadku koalicji i tworzenia nowej (...) Opóźnienia legislacyjne są olbrzymie i już dziś wiadomo, że będą miały wpływ na procesy gospodarcze i społeczne w kraju" - ocenia KPP.

Konfederacja skrytykowała też wycofanie się przez rząd z planowanego wcześniej ograniczenia pozapłacowych kosztów pracy, poprzez obniżkę składki rentowej z 13 do 9 proc. i chorobowej z 2,45 do 1,80 proc..

 

Na giełdzie rekord za rekordem
Andrzej Stec
2006-10-19, ostatnia aktualizacja 2006-10-19 20:02

WIG ponad 50 tys. pkt? - To tylko kwestia czasu - przewidują specjaliści z ING Asset Management. Koniunkturę wspomagają liczne oferty publiczne spółek oraz... klienci PKO BP.

W czwartek zakończyła się sprzedaż akcji jednego z największych w kraju deweloperów - Dom Development. Jej wartość to przeszło 400 mln zł. Choć wyników oferty jeszcze nie ma, analitycy wiedzą swoje. - Popyt był olbrzymi - mówią jednym głosem. Dużą popularnością cieszą się ponoć papiery Grupy Empik Media & Fashion. Kilku dotychczasowych akcjonariuszy spółki sprzedaje akcje za około 300 mln zł.

- WIG może wzrosnąć do 50 tys. pkt w najbliższych dniach, kiedy wrócą pieniądze z nadsubskrypcji - mówił w czwartek Sebastian Buczek, szef ING IM.

Według Buczka apetyt krajowych inwestorów jest tak duży, że nie zaspokoi go nawet zbliżająca się kolejna fala podaży na tzw. rynku pierwotnym. Do dużej emisji, która może sięgnąć nawet 1 mld zł, przygotowują się Multimedia - operator telewizji kablowej. Krajowe instytucje wyczekują też wejścia na warszawski parkiet czeskiego giganta energetycznego - państwowego CEZ. - Polski rynek jest w stanie wchłonąć akcje za 5 mld zł. Jeśli rząd czeski nie zdecyduje się na sprzedaż pakietu akcji, a na to się zanosi, to obrót akcjami CEZ w Warszawie będzie symboliczny - przewiduje Buczek. Specjaliści ING zwracają też uwagę na zbliżającą się szybkimi krokami podaż akcji pracowniczych PKO BP. Pracownicy banku mają akcje warte ponad 4 mld zł.

Według Buczka polskim akcjom sprzyjają też dobrze radzące sobie giełdy zachodnie oraz wciąż wysoki nadmiar wolnej gotówki. - Ceny surowców rosną, a stopy procentowe na świecie są relatywnie niskie. W Polsce tempo wzrostu PKB dzięki inwestycjom będzie ciągle wyższe niż w UE, a wyniki finansowe spółek są bardzo dobre - zauważa Buczek.

Krajowy rynek akcji mogą też wspomóc klienci PKO BP. Państwowy bank zaczął ostatnio mocniej promować własne fundusze inwestycyjne i analitycy przewidują, że szybko stanie się on jednym z głównych rozgrywających na rynku. Obecnie aktywa TFI PKO wynoszą około 7 mld zł. Tymczasem depozyty klientów PKO, które mogą szybko przepłynąć do funduszy, to aż 80 mld zł. Dla porównania aktywa wszystkich polskich funduszy wynoszą 84 mld zł.
środa, 11 października 2006
Złota giełdowa jesień
Andrzej Stec
2006-10-10, ostatnia aktualizacja 2006-10-10 20:39

Na warszawską giełdę wróciły wzrosty. Inwestorzy ignorują ryzyko polityczne.


Ile inwestorzy zarobili w tym roku?
Ile inwestorzy zarobili w tym roku?

Po wtorkowej sesji portfele inwestorów i właścicieli jednostek akcyjnych funduszy inwestycyjnych powinny być grubsze o co najmniej 2 proc. O tyle bowiem podskoczyły główne krajowe indeksy. Historyczne rekordy pobiły WIG oraz indeks nieco mniejszych spółek MidWIG. Wzrostom towarzyszyły wysokie obroty, co wyklucza przypadkową zmianę. Obroty wyniosły prawie 1,5 mld zł. Dotychczas były z reguły o 0,5 mld niższe. - To sugeruje, że na parkiet wrócili inwestorzy zagraniczni - mówi makler DB Securities Piotr Brożyna.

Kursy idą do góry już drugi dzień z rzędu. Sygnałem do zakupów okazał się poniedziałkowy wzrost cen surowców na świecie, który podciągnął kursy głównych tuzów - KGHM, PKN Orlen i Grupy Lotos. Surowce rozbudziły inwestorów, którzy wczoraj wrzucali do koszyka akcje innych firm, głównie banków.

- Cały nasz region ma się bardzo dobrze - dodaje makler z DM BZ WBK Wojciech Wośko. Węgierski indeks BUX zyskał 1,9 proc. Węgrzy odzyskują siły po zamieszaniu politycznym, jakie wybuchło po ujawnieniu nagrania tamtejszego premiera. Szef rządu przyznał, że jego partia składała nierealne obietnice wyborcze i ukrywała fatalny stan finansów publicznych. To wywołało popłoch wśród zagranicznych inwestorów.

Według przedstawicieli Pioneer Pekao Investments (PPI), instytucji zarządzającej funduszami inwestycyjnymi, warszawskiej giełdzie sprzyja dobra koniunktura gospodarcza. Perspektywy też są obiecujące. - Wzrost PKB, który powinien przekroczyć w tym i kolejnym roku 5 proc., ma trwałe fundamenty. Rosną konsumpcja, inwestycje i wciąż wysoki jest eksport - mówił we wtorek Cezary Iwański, wiceprezes PPI. Co z polityką? - To stale ignorowany dotąd, ale realny czynnik ryzyka. Brak reform może jednak zaszkodzić wzrostowi gospodarczemu w dłuższym okresie - dodał Iwański.

Krajowym akcjom sprzyjają ponadto dobre nastroje na giełdach Zachodnich. Najbardziej popularny na świecie indeks giełdowy - amerykański Dow Jones - ustanowił w ostatnich dniach nowy historyczny rekord. Zbierał na to siły przez sześć lat. Nie gorzej radzą sobie inwestorzy na Starym Kontynencie. - Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że tempo wzrostu światowej gospodarki sięgnie w tym roku 5,1 proc., a w przyszłym - 4,9 proc. To byłby już czwarty rok z rzędu, kiedy globalna gospodarka rozwija się w tempie wyższym niż cztery proc. - zauważył Iwański. - Akcje na świecie nie są tanie. Ale do euforii jeszcze daleko - dodał. Według analityków zagrożeniem dla giełd mogą być coraz wyższe stopy procentowe, które zachęcają do lokowania pieniędzy w obligacjach.
Jak się zarabia na SKOK-ach

 

Marcin Kowalski, Piotr Głuchowski
2006-10-10, ostatnia aktualizacja 2006-10-11 08:22

Ludzie z władz Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo - Kredytowych wynajmują własnym lokalnym kasom biura kupione w głównych miastach za pieniądze pożyczone w SKOK-ach

 

Pięciu menedżerów rządzących w kasach zamienia się rolami. We Wrocławiu prezes jest wynajmującym, jego zastępca - najemcą. W Sopocie - odwrotnie: wiceprezes wynajmuje prezesowi itd. Zarabiają wszyscy

Mechanizm: członek władz Kasy Krajowej - to niepodzielna władza nad 73 polskimi SKOK-ami (będziemy ją dalej nazywać KK) - bierze kredyt w największym SKOK-u Stefczyka lub w innej kasie systemu SKOK. Za te pieniądze ów menedżer jako firma kupuje atrakcyjną nieruchomość. Potem SKOK Stefczyka - reprezentowany przez innych członków władz KK - bierze tę nieruchomość w najem na biura. I gwarantuje, że co najmniej przez pięć lat będzie każdego miesiąca płacić z góry czynsz. Pieniądze z czynszu pozwalają spłacić kredyt.

1. Kupujemy biura za kredyty ze SKOK-ów

Przyjrzeliśmy się trzem firmom założonym przez piątkę SKOK-owskich decydentów:

•  Arenda z siedzibą w Gdyni należy do Grzegorza Biereckiego (prezesa KK) i Andrzeja Sosnowskiego - prezesa SKOK-u Stefczyka.

•  Bila (też Gdynia) - to spółka m.in. Jarosława Biereckiego (brata) i Lecha Lamenty (wiceprezesa KK).

•  Wynajem Nieruchomości (Sopot) - jednoosobowa firma Wiktora Kamińskiego (wiceprezesa KK i członka rady nadzorczej Stefczyka).

Firmy te za pieniądze pochodzące ze SKOK-ów kupiły kilkanaście lokali w centrach największych aglomeracji.

W Warszawie Arenda ma nieruchomości przy Ateńskiej (ulica willowa na Saskiej Kępie) i przy Okrzei (koło największego skrzyżowania na Pradze). W Gdyni kupiła nieruchomość przy ul. Abrahama (centrum miasta) i przy Władysława IV (główna ulica). We Wrocławiu - 153-metrowy lokal przy ul. Piłsudskiego, naprzeciw filharmonii.

Spółka Bila kupiła w stolicy 150-metrowy lokal w sąsiedztwie sądów (al. Solidarności).

Wiktor Kamiński nabył m.in. 82 metry przy głównym deptaku Zabrza oraz atrakcyjne lokale w Warszawie i Łodzi.

Pięciu SKOK-owych menedżerów ma też nieruchomości w centrach Gdańska, Sopotu, Wałbrzycha i Szczecina.

Podobnie do Arendy i Bili działa sopocka spółka Quorum. Wynajmuje SKOK-owi Stefczyka co najmniej cztery lokale. Należy do prawników stale współpracujących z KK, w tym do Adama Jedlińskiego, przewodniczącego rady nadzorczej KK.

2. Wynajmujemy te biura SKOK-om

Przeanalizowaliśmy umowy najmu 15 lokali zawarte w latach 2003-04. We wszystkich przypadkach piątka decydentów SKOK-ów wymienia się rolami najemców i wynajmujących. I tak, Grzegorz Bierecki i Andrzej Sosnowski (jako Arenda) wynajmują lokal przy ul. Piłsudskiego we Wrocławiu SKOK-owi Stefczyka reprezentowanemu m.in. przez Lecha Lamentę. Stefczyk płaci z góry 14 tys. miesięcznie plus VAT. Do tego opłaca ubezpieczenie lokalu, bieżące remonty, prąd, wodę i ogrzewanie.

W Sopocie to Lech Lamenta i Jarosław Bierecki (brat) są wynajmującymi, a najemcami reprezentującymi Stefczyka Grzegorz Bierecki i Wiktor Kamiński (miesięczny czynsz 12 tys. plus VAT; znowu ubezpieczenie i opłaty za media bierze na siebie najemca).

Kamiński zamienia się w wynajmującego w przypadku lokali w Łodzi i Zabrzu. Jego klientami - na takich zasadach jak poprzednio - są znowu (jako reprezentanci SKOK-ów) te same osoby (Lamenta, Bierecki).

Po co to wszystko?

Władze SKOK-ów wyjaśniają (obszerna odpowiedź rzecznika SKOK-ów w ramce): "Uznano, że agencje obrotu nieruchomościami oferują instytucjom finansowym lokale po wysokich cenach. W celu minimalizacji kosztów podjęto decyzję o pośrednictwie przez firmy, z którymi łączyła SKOK-i więź zaufania".

Te zaufane firmy to właśnie Arenda, Bila, firma Kamińskiego i Quorum. Nominalnie nie są pośrednikami, ale właścicielami nieruchomości, w których podmioty systemu SKOK (głównie Stefczyk) lokują biura. Ale faktycznie - i władze SKOK-ów to przyznają - pośrednikami są. Ich pośrednictwo polega na tym, że za pieniądze pożyczone w SKOK-ach kupują lokale, które później SKOK-om odnajmują.

A co z "minimalizacją kosztów"? Z umów najmu wynika, że spółki SKOK-owskich decydentów wynajęły Stefczykowi lokale po cenie rynkowej - bez taryfy ulgowej.

Na lokal przy ul. Piłsudskiego we Wrocławiu firma Arenda wzięła od SKOK-u Stefczyka nieco ponad 90 zł za m kw. miesięcznie - tyle samo żądała wtedy konkurencja.

Za biuro na deptaku w Zabrzu spółka Wiktor Kamiński Nieruchomości wzięła 100 zł od metra - tyle wynosiła cena rynkowa.

W Sopocie (ul. Kościuszki 12) firma Bila skasowała nawet nieco więcej niż inni - 120 zł za m kw. Trójmiejskie biura nieruchomości oferowały wtedy lokal biurowy w niegorszym miejscu (przy ul. Bohaterów Monte Cassino) poniżej 100 zł.

3. Na koniec możemy te biura SKOK-om sprzedać

Arenda, Bila i firma Kamińskiego to dodatkowe zajęcie szefów SKOK-ów, którzy swoje pierwsze pensje (najczęściej kilka) biorą w kasach. Właściciele spółek mają w SKOK-ach tyle funkcji i stanowisk, że aż dziw bierze, jak im starcza dnia.

Grzegorz Bierecki ma pensję prezesa KK - jak sam przyznał - "porównywalną z wynagrodzeniem członka zarządu w banku komercyjnym" (wg raportów banków prezesi zarabiają między 100 a 300 tys. zł). Prócz tego jest członkiem rady nadzorczej SKOK-u Stefczyka i zasiada w pięciu kolejnych radach nadzorczych spółek systemu SKOK. Prezesuje też Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, gdzie w zarządzie jest jego brat Jarosław, członek sześciu kolejnych rad nadzorczych. Tyle samo rad obstawia wiceprezes KK Kamiński.

Wynagrodzenia za zasiadanie w radach są niejawne.

Zyski piątki menedżerów z tytułu prowadzenia spółek nieruchomościowych też pozostają tajne. Dotarliśmy jednak do dokumentu (podpisanego przez Grzegorza Biereckiego), z którego wynika, że np. Arenda w marcu 2006 r. podsumowała swe kwartalne przychody na 312 tys. zł, a zyski na 87,9 tys. zł.

Roczne przychody firmy Bila z wynajmu spółkom SKOK czterech lokali obliczyliśmy sami na podstawie umów najmu: wychodzi co najmniej 550 tys. zł.

Największe pieniądze dopiero mogą nadejść. W umowach najmu wszystkich 15 nieruchomości zapisano, że SKOK-om "przysługuje prawo pierwokupu" wynajmowanych pomieszczeń. Oznacza to, że gdy np. SKOK Stefczyka, uiszczając co miesiąc najem za lokale, "pomoże" spłacić kredyty swoim szefom, właścicielom spółek - będzie mógł kupić od nich te nieruchomości. I najpewniej kupi - sam Grzegorz Bierecki w autoryzowanym wywiadzie dla "Gazety" stwierdził: - Lokale te przejdą kiedyś na własność SKOK-u. Tak wynika z umów.

Ile spółki nieruchomościowe mogą zarobić? Sam lokal w Sopocie wart jest przy obecnych cenach powierzchni biurowych w tym mieście od 1 mln do 2 mln złotych. A ceny lokali w Sopocie podwajają się co trzy lata.

Biuro przy ul. Abrahama w Gdyni to od 1,5 do 2,5 mln złotych.

Wartość lokalu przy Ateńskiej (Warszawa, Saska Kępa) trudno oszacować. Pośrednicy mówią: w tej ekskluzywnej dzielnicy oferty są sporadyczne, a jak już ktoś coś sprzedaje, to ceny dochodzą do 20 tys. za metr. Lokal SKOK-ów to parter z witrynami i wejściem od głównej ulicy. W sąsiedztwie kościół i placówki dyplomatyczne. Szacunkowa wartość - 2 mln.

Gdyby kasy systemu SKOK odkupiły dziś po cenach rynkowych siedziby spółek i lokalnych oddziałów od Arendy, Bili i Kamińskiego, zapłaciłyby według różnych szacunków od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych.

I to jest odpowiedź na pytanie: po co to wszystko?