cnn
przegląd artykułów internetowych: ONET.PL GAZETA.PL DZIENNIK.PL
Blog > Komentarze do wpisu
Wyprzedza mnie tylko Harry Potter - Coelho

    
  

Wyprzedza mnie tylko Harry Potter
Jestem zadowolony, kiedy mnie krytykują, gorzej byłoby, gdyby mnie nie zauważali.

Krytycy go nie lubią, ale sto milionów książek sprzedanych na całym świecie mówi samo za siebie. Brazylijski pisarz Paulo Coelho zdradza tajemnice swojego sukcesu.

(…) Na sprzedaży swoich książek zarabia tyle, że stać go na prywatny samolot. Jak sam mawia, z tych pieniędzy mógłby żyć przez kilka kolejnych wcieleń. Paulo Coelho ma tak dużo pieniędzy, że może również pozwolić sobie na działalność dobroczynną i przeznaczyć okrągłą sumkę na fundację swojego imienia wspierającą między innymi dzieci z najuboższych dzielnic Rio de Janeiro, miasta, gdzie on sam urodził się 60 lat temu.

W młodości był buntownikiem. Przez pewien czas pracował jako dziennikarz undergroundowego pisma, tworzył teksty do piosenek rockowych, fascynowała go czarna magia i narkotyki. Ostatnio Coelho przyjechał do Madrytu, aby promować firmę Montegrappa, producenta wiecznych piór, który mianował go ambasadorem jednej ze swych luksusowych kolekcji.  

Przyjechał z aparatem cyfrowym w ręku i fotografował wszystko dookoła. – Prowadzę blog, który muszę zasilać – wyjaśnił pośpiesznie. – Można go znaleźć pod adresem paulocoelhoblog.com. Wpisałem tam pewne kluczowe słowa: tortury, małżeństwo, ksenofobia i cierpienie. Zachęciłem moich czytelników, żeby napisali, co o nich myślą.

Paulo Coelho Foto. AFP



Pilar Ortega Bargueno: A mądrość?

Paulo Coelho: Nie ma czegoś takiego jak mądrość absolutna. Dopóki żyjemy, zawsze stają przed nami różne wyzwania, które będą wymagały od nas rozmaitych reakcji. Jeśli ktoś tonie, nie musi znać Sokratesa, ważne, aby umiał pływać. A jeśli chcemy poznać filozofię Zachodu, umiejętność pływania na nic się nam nie przyda – tu trzeba znać Sokratesa. Nie wierzę w wartości absolutne. Kieruję się doświadczeniem, bardziej interesuje mnie mądrość ludowa. Mądrość to suma tego wszystkiego, czego uczymy się dzień po dniu.

Co sprawia, że pańskie książki odnoszą sukcesy na całym świecie?

To, że mówią o rzeczach podstawowych. Jestem przekonany, iż we wszystkich kulturach ludzie zadają sobie te same pytania, choć być może nie udzielają na nie jednakowych odpowiedzi. Wyraził to doskonale Ortega y Gasset: "ja to ja i to, co mnie otacza". Staram się żyć i dzielić poprzez moje książki z innymi tym, co przeżywam: rozmową, kolacją, lekturą...

A jakie książki sam pan czyta?

Teraz czytam książkę o wojnie, o wojnach dawnych i nowych. Bardzo interesują mnie rozgrywające się obecnie konflikty. Nie sądzę, aby w najbliższym czasie udało się je rozwiązać i to mnie przygnębia. Wiemy już, że inwazja na Irak była błędem. Otworzyliśmy drzwi do piekła i teraz nie potrafimy ich zamknąć.

Pacyfiści nie cieszą się dobrą opinią, uważani są za naiwnych.

Być może. Jednak dziś ludzie są bardziej otwarci, odważniejsi, gotowi  ryzykować, aby zrealizować swoje marzenia... A my wciąć nie wiemy, jak się wobec nich zachować. Na takie osoby patrzymy często z pogardą, z ironią. Pisałem o tym w "Czarownicy z Portobello". Czarownicy na ogół nie postrzega się jako kogoś, kto stara się dostrzec więcej niż inni, ludzie nią pogardzają. Toteż kobietę, która próbuje zaproponować coś nowego, określa się mianem czarownicy w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Czy uważa się pan za feministę?

Jestem wielkim obrońcą kobiecego świata. Uważam, że nie mamy przed sobą przyszłości, jeśli my, mężczyźni, nie uświadomimy sobie, jak ważny jest kobiecy aspekt natury, na który zwykle nie zwracamy uwagi. Boimy się otworzyć na ten świat i w efekcie zmierzamy do katastrofy. Zapominamy między innymi o współczuciu, które jest cechą kobiecą.

Uważa pan, że dziś boimy się bardziej niż kiedyś?

Myślę, że trzeba iść naprzód, nawet jeśli się boimy. Ja boję się bardzo wielu rzeczy. Boję się przemawiać publicznie, ale nie dopuszczam do tego, żeby ten strach mnie paraliżował. Walczę ze sobą i w końcu wygrywam. Kiedy jestem w Japonii, Los Angeles czy w Meksyku, boję się również trzęsienia ziemi, ciągle o tym myślę. Czuję nieprawdopodobny lęk. 

Dlaczego krytycy literatury pana nie lubią?

Jestem zadowolony, kiedy mnie krytykują, gorzej byłoby, gdyby mnie nie zauważali. Zależy mi na tym, aby ludzie mnie nie ignorowali. Sukces zawdzięczam wyłącznie czytelnikom polecającym sobie nawzajem moje książki. Wydawnictwa i krytycy mogą robić, co im się żywnie podoba, ale tutaj rządzą czytelnicy.

Jak pan sobie wyobraża swoich czytelników?

Czytelnicy to moi towarzysze podróży. W 2006 roku, 20 lat po wydaniu "Pielgrzyma", postanowiłem wyruszyć w trzymiesięczną podróż. Chciałem znów poczuć atmosferę drogi, wyjechać z domu. Wyruszyłem samochodem drogą Świętego Jakuba i jechałem prosto przed siebie. Byłem w Bułgarii i w Maroku, a potem wsiadłem w pociąg kolei transsyberyjskiej do Władywostoku w Rosji. Na każdej stacji, na której zatrzymywał się pociąg, podpisywałem książki oczekującym na peronach ludziom – dowiedzieli się o mojej podróży pocztą pantoflową. To było coś niesamowitego. Zakończyłem moją podróż w lipcu podczas mundialu. Odzyskałem młodzieńcze złudzenia i teraz próbuję utrzymać je przy życiu. Bo życie to poszukiwanie.

Czy dziś pozostało w panu coś z tego zbuntowanego młodzieńca, który eksperymentował z tak niebezpieczną materią, jak satanizm czy narkotyki?

Wszystko ma swój czas. W mojej duszy nadal tkwi bunt, ale dziś myślę, że mój udział w ruchu hipisowskim był przesadą. Uważam, że bunt jest czymś zdrowym. To dzięki niemu świat wciąż się kręci.

Czy wie pan, ile pańskich książek sprzedano?

Sto milionów. Wyprzedza mnie tylko J. K. Rowling ze swym "Harrym Potterem". Sprzedałem więcej książek niż John Grisham i Gabriel García Márquez. Nie lubię jednak takich porównań. Mam ogromny szacunek dla tych wszystkich pisarzy.

Jak wygląda codzienna praca pisarza? Ma pan jakieś nawyki?

Często zmieniam miejsce pobytu. Spędzam kilka miesięcy w Pirenejach, potem wracam do Brazylii nie mając kontaktu z nikim z zewnątrz oprócz mojej żony. Spaceruję, strzelam z łuku i piszę. Piszę szybko, co dwa lata wydaję nową książkę. Inwencja twórcza przejawia się w różnych niespodziewanych momentach. Staram się żyć normalnie i nie myśleć o pisaniu. Niczego nie notuję. Bardzo dużo czytam, prawie nie oglądam telewizji. Nie mógłbym obyć się bez spacerów – kiedy nie chodzę, czuję się fatalnie, jakbym nie żył. 

Jak się panu podoba w Hiszpanii?

Bardzo lubię Hiszpanię. Podoba mi się hiszpański temperament. Przez osiem miesięcy wynajmowałem mieszkanie przy ulicy Santa Engracia w Madrycie, było to w okresie demokratycznych przemian. Cały czas spędzałem na ulicy Huertas. Podoba mi się gorąca natura Hiszpanów. Akcja wielu moich książek rozgrywa się w Hiszpanii: "Alchemik", "Pielgrzym", "Nad brzegiem rzeki Piedry...".

Czy uważa się pan za człowieka religijnego?

Oczywiście. Jestem katolikiem. Biorę udział w katolickich obrzędach, chociaż nie ze wszystkim się zgadzam, ale to mój wybór. Nie podoba mi się na przykład to, że kobiety odgrywają w Kościele katolickim tak znikomą rolę. Wierzę w tradycje, ponieważ w nich zawiera się wielka mądrość. Dlatego należę do zakonu RAM (Rigor, Amor, Misericordia – Surowość, Miłość, Miłosierdzie), który zajmuje się badaniem symboli i nie ma w sobie nic z tajnej organizacji. 

Czy sądzi pan, że istnieje jakieś lekarstwo na fundamentalizm?

Nie rozumiem fundamentalistów. Ludzie walczący w imię Boże nie mogą być w pełni przekonani co do swojej wiary, bo przecież Bóg jest miłością. A jednak obserwujemy ostatnio coraz więcej postaw fundamentalistycznych, czekają nas jeszcze trudne chwile.

A czy nowe technologie sprawiają, że jesteśmy szczęśliwsi czy mniej szczęśliwi?

Jestem zagorzałym obrońcą nowych technologii, ponieważ umożliwiają to, co na świecie najważniejsze, czyli komunikację. Oczywiście tego samego młotka można użyć, żeby wbić gwóźdź i powiesić na ścianie obraz Picassa albo żeby kogoś zabić.

Jaką rolę odgrywa w pańskim życiu polityka?

Polityka interesuje mnie jako sztuka współistnienia. Uważam, że każdy z nas  jest stworzeniem politycznym. Pisanie też jest aktem politycznym. Nigdy natomiast nie interesowało mnie kandydowanie w wyborach.

Kiedy ma pan zamiar wydać swoje wspomnienia?

Muszę kiedyś opowiedzieć swoją historię. Sam nie mogę jej spisać, bo byłbym stronniczy i mówiłbym o sobie tylko dobrze, ale mam biografa, przed którym otworzyłem moje archiwum, moje listy i moje serce.

Czy uważa się pan za szczęśliwego człowieka?

Jestem człowiekiem zadowolonym. Co to jest szczęście? Wyzwania prowadzą do radości, ekstazy, cierpienia. Ja jestem zadowolony z tego, co robię. Jestem człowiekiem, któremu się poszczęściło.

środa, 08 sierpnia 2007, 7k

Polecane wpisy