cnn
przegląd artykułów internetowych: ONET.PL GAZETA.PL DZIENNIK.PL
Blog > Komentarze do wpisu
Zbrodnie wojenne Saddama Husajna cz.1
redPor
2000-08-22, ostatnia aktualizacja 2003-01-16 00:00

2000-08-22 Dziesięć lat po irackiej inwazji na Kuwejt Waszyngton wzywa do stworzenia międzynarodowego trybunału i osądzenia zbrodni irackiego prezydenta Saddama Husajna

Zobacz powiekszenie
Fot. Piotr Janowski /gencja Gazeta
Nasz fotoreporter Piotr Janowski widział w miasteczku Salmanpak koło Bagdadu masowy grób. Być może tu odbyła się ostatnia egzekucja za czasów Saddama Husajna. Trzy dni przed kapitulacją Bagdadu przez Salmanpak przejechały cztery autobusy bagdadzkiej komunikacji. Inżynier Abdul Kaim Raszid zobaczył w środku ludzi z workami na głowach. Autobusy odjechały w kierunku poligonu. Dwie godziny później wracały do Bagdadu. Puste. W masowym grobie na poligonie odkryto 120 ciał - mówi Raszid.

Od roku w USA są opracowywane tajne irackie dokumenty znalezione w Kuwejcie. Od kilku tygodni ujawniają je stopniowo irackie organizacje opozycyjne finansowane przez Amerykanów. 2 sierpnia, w rocznicę irackiej inwazji na Kuwejt, której następstwem była wojna w Zatoce Perskiej w połowie stycznia '91, amerykański Departament Stanu opublikował tysiące dokumentów. Zawierają one dowody doraźnych egzekucji i tortur przeprowadzonych przez jednostki Saddama Husajna operujące w podbitym Kuwejcie. - To tylko wierzchołek góry lodowej - zapewniał David Scheffer, ambasador ds. zbrodni wojennych przy prezydencie USA, podczas niedawnej konferencji w Waszyngtonie.

Dowody nie tylko kuwejckie

Według Scheffera między 2 sierpnia 1990 r. a wyzwoleniem Kuwejtu przez aliantów Irakijczycy zabili ok. tysiąca kuwejckich cywili. W mieście Kuwejt odnaleziono co najmniej 12 miejsc tortur, gdzie Irakijczycy stosowali elektrowstrząsy, gwałcili kobiety i przeprowadzali egzekucje, zanurzając ludzi w kwasie. - Zdjęcia potwierdzają, że podczas przesłuchań dokonywano amputacji i kaleczono różne części ciała, m.in. oczy, uszy, palce, nos, wargi i genitalia - stwierdził Scheffer.

Brytyjska organizacja Indict finansowana przez USA twierdzi, że ma dość dowodów, by postawić pięciu najwyższych dygnitarzy reżimu w Bagdadzie przed sądem. Dowody dotyczą nie tylko trwającej pół roku okupacji Kuwejtu, ale także wojny z Iranem w latach 1980-88 oraz zbrodni popełnionych w Iraku: prześladowań opozycji, masakr i deportacji mniejszości. Pierwsze miejsca na 12-osobowej liście "A" podejrzanych zajmują Saddam Husajn, wicepremier Tarik Aziz, Ali Hasan al-Madżid, kuzyn Saddama nazywany "chemicznym Alim" z powodu oskarżeń o gazowanie Kurdów, oraz synowie prezydenta Udaj i Kusaj. Na liście "B" znajduje się 31 osób na niższych stanowiskach.

Według Ann Clywd, przewodniczącej Indict, zbrodnie są dobrze udokumentowane: - Irakijczycy, podobnie jak Czerwoni Khmerzy i naziści, zachowują drobiazgowe informacje o swoich działaniach.

Bagdad wysyłał na przykład pisemne instrukcje dotyczące egzekucji kurdyjskich pasterzy na północy Iraku, a następnie fakturował rodzinom koszt kul. Dokumentacja pochodzi częściowo z irackich archiwów porzuconych w Kuwejcie, ale większość - 14 ton - została wywieziona w 1991 r. z północnego Iraku przez Human Rights Watch i amerykański rząd.

Iracki Kongres Narodowy, główne ugrupowanie opozycji popierane przez Waszyngton, chce, by wspólnota międzynarodowa dała irackim władzom wyraźny sygnał, że ich poczynania nie pozostaną bezkarne. - Od 15 lat reżim Saddama mnoży zbrodnie, które można udowodnić: stosowanie broni chemicznej przeciwko Kurdom w Halabdży, czystki etniczne czy masowe przesiedlanie Turkmenów i Kurdów - powiedział "Gazecie" rzecznik Kongresu Salah Szajchli. - W przypadku serbskiego przywódcy Slobodana Miloszevicia, którego, podobnie jak Saddama, na razie nie można aresztować, taki sygnał wysłano.

Jak ich osądzić?

Irackich dygnitarzy można osądzić na mocy trzech międzynarodowych konwencji: o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa, o zakazie tortur i genewskiej. Konwencja o zakazie tortur obowiązuje od 1984 r. i nie obejmuje zbrodni popełnionych przed jej podpisaniem. Zbrodnie ludobójstwa rozpatruje sąd kraju, w którym do nich doszło, lub specjalny trybunał międzynarodowy, jak ma to miejsce w przypadku b. Jugosławii i Ruandy.

Waszyngton domaga się od Rady Bezpieczeństwa ONZ powołania takiego właśnie specjalnego trybunału dla Iraku. Amerykanie chcą, by decyzja zapadła do końca roku, ale nie będzie to łatwe. Rosja, Chiny i Francja, stali członkowie Rady Bezpieczeństwa, sprzeciwiają się amerykańsko-brytyjskiej polityce wobec Bagdadu. W przypadku Iraku najbardziej obiecująca jest konwencja genewska, która ma uniwersalne zastosowanie. Każdy kraj-sygnatariusz ma obowiązek zatrzymania i osądzenia na swoim terytorium osoby oskarżonej o złamanie konwencji.

- Przykład byłego dyktatora Chile Augusta Pinocheta [zatrzymanego w Wlk. Brytanii na mocy nakazu aresztowania, który wydał hiszpański sędzia - red.] daje do myślenia. Setki Irakijczyków, którzy mogą świadczyć przeciwko reżimowi Saddama, znalazły schronienie w wielu krajach europejskich - mówi Szajchli i przypomina, jak kilka miesięcy temu groźba postawienia przed sądem zmusiła irackiego ministra ds. ropy naftowej do pospiesznego opuszczenia Wiednia, gdzie zamierzał się leczyć. Saddam nie wychyla nosa poza Irak od lat, ale wicepremier Tarik Aziz dużo podróżuje...

Iracki pat

Pomysłodawcy sądzenia irackich zbrodni wiedzą, że trybunał nie zmieni dyktatury w Iraku. Waszyngton zapewnia, że nie zarzucił pomysłu obalenia Saddama Husajna, ale ta koncepcja na razie nie przynosi efektów. Przedstawiając założenia polityki zagranicznej Demokratów na konwencji wyborczej w Los Angeles, wiceprezydent Al Gore spuścił na Irak zasłonę milczenia. Tymczasem izolowanie Bagdadu staje się coraz trudniejsze. Nie bacząc na gniew Waszyngtonu, w ub. tygodniu pojawił się w Iraku wenezuelski prezydent Hugo Chavez. Była to pierwsza wizyta głowy państwa od czasu wojny w Zatoce Perskiej. Saddam poprawił nieco stosunki z sąsiadami i Amerykanom byłoby bardzo trudno odtworzyć szeroką koalicję krajów arabskich, która w 1991 r. poparła wojnę z Bagdadem. W Iraku amerykańskie i brytyjskie samoloty bombardują niemal codziennie cele wojskowe, ale operacje te nie przynoszą wielkich efektów.

Jeszcze do niedawna Amerykanie przedstawiali iracki program zbrojeniowy jako największe zagrożenie dla Bliskiego Wschodu, a nawet świata. Jednak większość ekspertów ocenia dziś, że fabryki broni masowego rażenia zostały w większości unieszkodliwione, a to, co z nich pozostało, można kontrolować bez podtrzymywania sankcji gospodarczych, które w ciągu dziesięciu lat pogłębiły skrajną biedę i zacofanie 22 mln Irakijczyków. Sankcjom sprzeciwia się większość irackiej opozycji. - Po dziesięciu latach straciły sens - mówi Szajchli - a świat nie przestanie się przyglądać irackiemu przemysłowi zbrojeniowemu. W tej sprawie trwa jednak kompletny pat: od 20 miesięcy inspektorzy ONZ nie mają wstępu do Iraku, a Biały Dom nie godzi się na zniesienie sankcji, dopóki Irak nie wpuści inspektorów.

 

Saddam i zagłada Kurdów

Robert Stefanicki
2003-03-14, ostatnia aktualizacja 2003-03-14 00:00

15 lat temu, 16 marca 1988, wojska Saddama Husajna zaatakowały gazami bojowymi miasto Halabdża w północnym Iraku, zabijając pięć tysięcy Kurdów. Artykuł Roberta Stefanickiego

Coś było nie tak. W powietrzu śmigały irackie samoloty, grzmiała artyleria, pociski spadały na ziemię i... nic. Brzdęk metalu o beton i żadnej eksplozji, jedynie złowroga cisza. Hadżiemu Mustafie przemknęło przez głowę, że to niewybuchy. Ale tak wszystkie, jeden po drugim? Był to już kolejny nalot tego dnia i jak dotąd wszystkie bomby wybuchały.

Wróble spadały jak kamienie

Od rana armia spuszczała napalm. Domy, ulice, hektary kamienistego gruntu stawały w płomieniach, jak gdyby nastał Dzień Sądu, a kiedy dotknąć poparzonego ciała, to i na dłoni natychmiast pojawiały się bolesne bąble. Ludzie albo chowali się w piwnicach, albo uciekali w góry, ryzykując wejście na minę. Przez osiem lat wojny iracko-irańskiej na pograniczu zakopano ich miliony.

W przerwie po porannym bombardowaniu Hadżi Mustafa z żoną, trzema synami i synową wyruszył w kierunku miasta Sulejmania oddalonego o 65 km. Na drodze spotkali zrozpaczonego chłopca, który ostrzegał: - Nie idźcie tam! Bagdad zabija wszystkich. Było nas sześciu w rodzinie, teraz jestem sam!

Zawrócili więc. Tuż po południu znowu zaczęły spadać bomby i ludzie popędzili do piwnic. Gdy przestało grzmieć, Hadżi wychynął ze schronu. - Zobaczyłem na niebie wojskowy helikopter. Nie zrzucał bomb, nie strzelał. Przeleciał - Hadżi wskazuje łańcuch ośnieżonych gór wyznaczających granicę z Iranem - w tamtą stronę i stanął w miejscu.

Żołnierze w helikopterze zachowywali się podejrzanie - robili zdjęcia, filmowali, a na koniec wyrzucili kawałki papieru, które rozfrunęły się niczym motyle. Sprawdzali siłę i kierunek wiatru. O 14.30 zaczął się nowy ostrzał, ten bezgłośny. W powietrzu rozniósł się zapach jabłek, potem czosnku. Martwe wróble spadały z nieba jak kamienie.

Razem z rodziną Hadżiego w piwnicy siedziało sześcioro sąsiadów. Spanikowani, nie wiedzieli, co robić. Niektórzy rzucili się do drzwi, ale zawrócili, nie mając odwagi wyjść. Zaraz mogło się rozpocząć nowe bombardowanie, a tu na dole wydawało się tak bezpiecznie, ciepło, spokojnie... Mijały minuty, a może godziny. Synowa Hadżiego próbowała uszczelnić szpary w drzwiach mokrymi ręcznikami.

Kiedy jeden z sąsiadów oślepł, Hadżi zrozumiał, że do piwnicy sączy się śmierć, że trzeba uciekać. Wyszli na zewnątrz. Zmierzchało. W mieście nie było światła, bo poprzedniego dnia ostrzał uszkodził siłownię. Trupy leżały na ulicach pokotem, pokryte bąblami, ze śladami krwi na ustach. Kierowcy zwisali bezwładnie na kierownicach samochodów. Niemowlęta ssały piersi nieżywych matek. Ludzie śmiali się albo wymiotowali. Oślepieni krzyczeli: "Nic nie widzę! Nic nie widzę!" i po omacku szukali drogi ucieczki, potykając się o leżące zwłoki, pośród których walały się spalone ścierwa kóz i psów.

Ci, którzy mieli siłę, ruszyli w kierunku Iranu. Wiatr im sprzyjał, spychając śmiercionośną chmurę w przeciwnym kierunku. - Ten zapach. Nie wiedziałem, czy otacza nas to paskudztwo, czy tylko śmierdzi przesiąknięte ubranie - Hadżiemu drży głos oraz ręka wsparta na lasce, a po policzkach spływają łzy. - Ludzie - opowiada - padali po drodze jak muchy. Rodzice porzucali martwe dzieci na poboczu i szli dalej, z obłędem w oczach. Jakiś chłopiec jechał na rowerze, nagle stanął, rozejrzał się nieprzytomnie, rozebrał do naga i upadł w drgawkach na ziemię.

Najwięcej szczęścia mieli ci, którzy postanowili przeczekać ranne bombardowanie na wzgórzach poza miastem, jak Dżamal Mohammed. Miał wówczas 21 lat. - Patrzyliśmy z góry na piekło. Gęsty dym unosił się trzy metry nad ziemią. Nie było po co wracać. Ruszyliśmy w stronę irańskiej granicy - opowiadał mi w Arbil, dokąd wyprowadził się kilka lat temu. Czy ludzie wiedzieli, że to chemikalia? - Tak, i nie byliśmy zaskoczeni. Po Saddamie można się tego było spodziewać. Zabijanie Kurdów trwało od zeszłego roku. Pobliską wioskę Bamok żołnierze zrównali z ziemią, a każdego, kto nie należał do partii Baas, zastrzelili i pogrzebali w zbiorowej mogile. Broni chemicznej użyli wcześniej w dwóch wioskach, przeciw peszmergom - mówi Dżamal. (Peszmergowie to żołnierze kurdyjscy, ich nazwa znaczy "ci, co patrzą śmierci w oczy").

Następnego popołudnia do wiosek, gdzie zgromadzili się uchodźcy z Halabdży, przybyły irańskie helikoptery. Lekarze z Czerwonego Półksiężyca aplikowali rannym atropinę, najciężej chorych przewieziono do szpitali w Teheranie i Kermanszah. - Irańczycy zgromadzili nas w budynku szkoły. Dali nowe ubrania, nasze zabrali i spalili - opowiada Hadżi. Część uchodźców trafiła do obozów, gdzie czekali na możliwość powrotu. Tyle że nie było dokąd wracać. Irackie wojsko wysadziło w powietrze i zrównało z ziemią większość budynków w Halabdży, zniszczono też instalacje elektryczne. Podobny los spotkał pobliskie miasto Sajed Sadek.

Irańczycy zaprosili zagranicznych dziennikarzy, by nagłośnili tragedię. Potworne zdjęcia obiegły świat. Funkcjonariusze partii Baas stwierdzili, że atak to robota Iranu.

wtorek, 26 grudnia 2006, 7k

Polecane wpisy