cnn
przegląd artykułów internetowych: ONET.PL GAZETA.PL DZIENNIK.PL
Blog > Komentarze do wpisu
Turkmeński tyran nie żyje
Wojciech Jagielski
2006-12-22, ostatnia aktualizacja 2006-12-21 18:56

W nocy ze środy na czwartek w Aszchabadzie umarł władca pustynnej Turkmenii Saparmurad Nijazow, który życzył sobie, by jego poddani nazywali go Turkmenbaszą, Wodzem Turkmenów. Był jednym z najbardziej groteskowych i bezwzględnych tyranów współczesności

Zobacz powiekszenie
Fot. SHAMIL ZHUMATOV REUTERS
Cały naród miał czcić swego przywódcę. Na zdjęciu urzędnik całuje Turkmenbaszę w rękę w 2002 r. w Aszchabadzie
Zobacz powiekszenie
Fot. BURT HERMAN AP
Jeden z niezliczonych pomników władcy - złote popiersie Turkmenbaszy w stolicy
 
"10 minut po pierwszej w nocy przestało bić serce Turkmenbaszy" - tak wieść o śmierci 66-letniego Nijazowa przekazała wczoraj turkmeńska telewizja. Ogłoszono siedmiodniową żałobę, a na ulicach Aszchabadu pojawili się robotnicy, którzy zaczęli ściągać z drzew i budynków noworoczne dekoracje. Święto odwołano.

Zdrowie przywódcy pozostawało przez lata najpilniej strzeżoną tajemnicą państwową. Siwiuteńki Nijazow przefarbował nawet włosy na kruczoczarne, by wyglądać młodziej. Od lat chorował serce, a gdy w październiku podczas uroczystego spotkania z oficerami tajnej policji zasłabł, lekarze orzekli, że może nie dożyć końca roku.

Kto po Nijazowie

Jak przystało na tyrana, nie zostawił po sobie następcy i wszystko wskazuje na to, że walka o sukcesję rozpoczęła się na dobre. Stawką jest nie tylko władza, ale też miliardy dolarów z wydobycia gazu, którego złoża uważane są za jedne z najbogatszych na świecie.

O tym, że walka o władzę trwa świadczy to, że następcą Turkmenbaszy nie został zgodnie z konstytucją przewodniczący parlamentu Auezgeldy Atajew. Ogłoszono, że prokuratura rozpoczęła właśnie przeciwko niemu kryminalne śledztwo, co przekreśla go jako prezydenta choćby tymczasowego.

Tymczasowym prezydentem został wicepremier i minister zdrowia, a także przewodniczący Państwowej Rady Państwa Kurbanguli Berdymuhammedow. Według przebywających na wygnaniu turkmeńskich dysydentów - a ci niemal w komplecie są dawnymi dygnitarzami Turkmenbaszy i wiedzą, co mówią - Berdymuhammedow jest krewnym zmarłego.

O tym, że Turkmenbasza szykował go na następcę, ma świadczyć to, że w listopadzie reprezentował go na naradzie przywódców WNP na Białorusi.

Ktokolwiek zostanie nowym władcą, oprze się, przynajmniej początkowo, na wszechwładnej tajnej policji. Niewykluczone, że właśnie przez nią zostanie wyznaczony. Nie ogłosi się Turkmenbaszą i raczej nie spróbuje naśladować starego prezydenta, ale będzie wykorzystywał jego kult, by umocnić rządy.

Potem czeka Turkmenię odwilż. Choćby dlatego, że trudno sobie nawet wyobrazić surowszą, polityczną epokę lodowcową, jaka dotąd tam panowała.

Z aparatczyka chan

Pogrzeb wyznaczono na niedzielę. Kondukt wyruszy z pałacu prezydenckiego w Aszchabadzie i pokona 50-kilometrową drogę do Kipczaku, rodzinnej wioski władcy. Dwa lata temu Francuzi zbudowali tam za 100 mln dolarów największy w kraju meczet. Właśnie tam, w mauzoleum, w którym spoczywają już prochy jego rodziców i dwóch braci, spocznie Turkmenbasza.

Ściany meczetu ozdabiają cytaty z Koranu i fragmenty "Ruchnamy", świętej księgi Turkmenów napisanej przez Turkmenbaszę, którego dworzanie (za przyzwoleniem władcy) ogłosili najnowszym z proroków.

Ogłoszono go także dożywotnim prezydentem, szefem rządu, naczelnym dowódcą i przewodniczącym jedynej legalnej partii, którą Turkmenbasza nazwał Demokratyczną.

Przez 21 lat panowania Turkmenbasza zbudował groteskowe państwo, którym władał, narzucając swą wolę 5 mln poddanych. Kiedy z namaszczenia komunistycznego sekretarza-reformatora Michaiła Gorbaczowa obejmował w 1985 r. władzę w Turkmenii, nikt nie podejrzewał tego partyjnego kacyka o takie ambicje i megalomanię.

Przemiana zaczęła się w 1991 r., gdy rozpadł się ZSRR, a Nijazow ze skromnego namiestnika ubogiej, pustynnej prowincji stał się prezydentem niepodległej Turkmenii. Wyzwolony spod kontroli Kremla Nijazow zaczął przepoczwarzać się w Turkmenbaszę, sardara, chana. Gabinet kazał wymościć dywanami, by jak najbardziej przypominał namioty chanów. Jak chanowie nosił złote pierścienie wysadzane drogocennymi kamieniami.

Śmieszny i straszny

Tych, którzy nie chcieli go słuchać, zamykał w więzieniach albo przeganiał z kraju. Wynosząc lub strącając dworzan i generałów, trzymał ich w strachu i zmuszał do gorliwego posłuszeństwa.

Z kultu własnej osoby Nijazow uczynił państwową i narodową ideologię. Jego imieniem nazywano wszystko - miasta, ulice, szkoły, rzeki, gatunki wódki, perfum i jogurtu, a nawet kratery na Księżycu i gwiazdę z konstelacji Koziorożca. Gdy kilka lat temu Turkmenbasza postanowił zmienić nazwy miesięcy, dotychczasowy styczeń poświęcił sobie.

Miasta obwieszono jego portretami i pozastawiano jego pomnikami. Najbardziej znany kilkunastometrowy i ze złota zdobi wzniesioną w Aszchabadzie azjatycką wieżę Eiffela - 70-metrowy Łuk Neutralności.

Lista ekstrawaganckich pomysłów nie miała końca. Zakazał Turkmenom nosić złote zęby i długie włosy. Zakazał hazardu, filharmonii, opery, baletu, a także cyrku jako sprzecznych z turkmeńskimi wartościami. Postanowił zbudować 40-metrową piramidę, sztuczne jezioro i cyprysowy las w środku pustyni Kara-Kum.

Aby mieć święty spokój i długie panowanie, Turkmenbasza przestał wpuszczać cudzoziemców, a poddanym odradzał podróże za granicę. Ci, którzy mimo wszystko to robili, byli wzywani przez tajną policję na "rozmowy wyjaśniające i pouczające". Na rozmowy takie wzywano też tych, którzy utrzymywali nazbyt przyjazne kontakty z mieszkającymi w Turkmenii cudzoziemcami i nazbyt często odwiedzali zagraniczne ambasady w Aszchabadzie.

Tajna policja podsłuchiwała rozmowy telefoniczne i czytała listy. Izolacji Turkmenii posłużyło też ogłoszenie wieczystej neutralności, która miała gwarantować przede wszystkim, że świat nie będzie się wtrącać w sprawy Turkmenii.

Megalomańskie kaprysy Turkmenbaszy sprawiały, że przez lata był bohaterem szyderczych artykułów o władcy dziwaku. Jego fanaberie odciągały natomiast uwagę dziennikarzy i polityków od brutalnej tyranii, jaką zaprowadził, by z dala od światowych stolic realizować swoją utopię. W podobny sposób, wśród przyzwalających szyderstw tworzyli zbrodnicze państwa kambodżańscy Czerwoni Khmerzy, środkowoafrykański cesarz Bokassa, a ostatnio afgańscy talibowie.
wtorek, 26 grudnia 2006, 7k

Polecane wpisy